1 (1)

Alicja Regiewicz – wiersze

Powroty

 

Wrócisz? Nie wypada dzisiaj trzecia

środa popielcowa w roku przystępnym

do spontanicznych zbrodni

zacieram ślady.

 

Słyszysz? Puszczają mi nitki

wilgotnej ściereczki, na stojaku

wiszą płaszcze, skórzane wdzianka

przepalone do jutra

wszystkie wyczyszczę, przekrwione oczy

zapadają się w mysiej norze

pułapka.

 

Ojczulek? Zamykam walizki

przeprowadzką na drugą stronę

lustra pękają latami.

Zbieram niepotrzebnie wykolejone

ramki, wypadam z obrazka

pociąg do akryli ostatnim

peronem.

 

Homo sacer. Motorniczy gwiżdże o świcie

czwarte przykazanie, dziewczynko nie strój

czyni humorki, nocne podniety

na niewłaściwych torach, zbaczam z drogi

krzyżowej dla dzieci pokolorowałam

tramwajową pętlę, za trzepakiem

wiszą huśtawki.

Mistrz

Zmęczenie porasta powieki, w czarnym płaszczu mężczyzna sieje

groch z zamętem, nie pamiętam ile mam lat odkąd

przygoda nabiera kolorów, tęczówki puchną od słów,

skręconą kostkę należy obłożyć lodem, dziecko unieś głowę

na złamanym wafelku.

 

Lecieliśmy do Chicago palcem po zimnej herbacie, wyłączyli

stację zagraniczną, wiadomości rozchodziły się jak masło

w nieświeżym podkoszulku stał przy bujanym fotelu,

kręciło mu się w głowie, pierwszy lot samolotem smakuje turbulencjami

pomiędzy kuchenką, fartuszkiem

rozbitym wazonem.

 

Obcięłam paznokcie, wrzuciłam do zbiornika z wodą

stanęło w gardle przekleństwo rzucone na dobre,

sny chowają się za zasłoną, pod krzyżem spała plastikowa maryjka świeciła

nocna latarnia, sygnał satelity odmówił

nocne pacierze.

 

Telefon zadzwonił, w słuchawce prosili o interwencję

wola boska rękę ma ciężką, nigdy nie lubił technologii

nieobliczalnej do czterdziestu programów, nikogo nie ma

w domu sąsiadów, topią się w umywalce

przechylił gniew, nalało się samo.

 

Dużo patrzy na jabłonkę, złamała się

w połowie jabłka ściągnęłam fatum,

teraz dzieli przez cogito wszystkie fotografie,

zbiera dziurawe opony, daleko nie pojadą po autostradzie

pomnoży kredyty przez sum, weźmie ergo

na barana pochowany w telewizyjnej antenie.

 

Na śniadanie zje bekon z nieświeżych jajek, „śmierdzi tu” –

z ust Maryjce się wyrwie,

wszystkie baby, instrukcje obsługi pilota

schowa pod pachą, statkiem sterować wszyscy potrafimy

na białych myszach zmierzamy

prosto do ciemnej piwnicy.

Wszystkie szarlatany mają brudną filozofiję

Może powinniśmy porozmawiać

w odosobnieniu mrożonym przez alleine chichocze samotność

wymierzyć

policzek

ocieram o ziemię błogosławieństwo rzucone na rogi

kulawego kozła.

 

Może powinniśmy zaplanować

ukłucie napędzane w okolicach szyi przecieka ropą stara rynna

spadają

pauzy

na głowie odpoczywają krople zeszłego lata

poznanie wtórne.

 

Może powinniśmy zapominać

wyprowadzki pachną zgorzkniałym żwirkiem trzy razy wymienić kuwetę

dojrzewanie

tytoniu

papierosem przycinam bazgroły na pustej tablicy

ostatki credo.

 

Może powinniśmy wypić

zimne ścieki barman polej do dna pękają szorstkie struny głosowe

utopić

Fausta

ktoś śpiewa nad grobem zepsutej śmierciarki psalmy o

pobudce kuglarzy.

Ilustracje: Katarzyna Tereszkiewicz

Katarzyna Tereszkiewicz – urodzona w 1996 roku w Rzeszowie. Absolwentka
Ogólnokształcącej Szkoły Sztuk Pięknych w Rzeszowie. Aktualnie studentka V roku Grafiki w
Instytucie Sztuk Pięknych Uniwersytetu Rzeszowskiego. W swoich pracach nie zamyka się
jedynie na działania graficzne, często łączy ze sobą różne dziedziny sztuki i ich techniki.
Uczestniczka wielu wystaw krajowych i zagranicznych, m. in. HIT- og AVTRYKK-festivalen
2019 w Norwegii, The State of w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Kettos Portre na
Węgrzech, LITHO-Kielce 2018, Art and Science w Warszawie, Rzeszowie i Lublinie.