wierzchucka

Anna Maria Wierzchucka – wiersze

to nie jest świat dla starych mitów

płyń, płyń, płyń – mówiła ryba

 

mam odruch obronny – żadnych śmierci więcej,

uciekający toną, tonący opalizują,

opalizujący gniją i nawet nie wiadomo

w jakim niebie powypływają,

 

dziewczynka w sitowiu

przeklina czaple, czaple brodzą,

burzą wodę hałasem,

przerażają hałasem czteroletni świat,

 

płyń, płyń, płyń – mówiła rybka

 

bezruch to zimno,

zimno opalizuje,

zimno rozrywa tatarak na czaple,

a czaple na strach,

 

zamiast serca mały drozd w podklejonym błotem gnieździe,

uderza tak często, że wzbudza fale,

z odpływem wzejdzie sierp,

opalizujących oddzieli od przemarzniętych,

wygoni czaple

 

płyń, płyń, płyń powie księżyc

 

muzeum krzeseł

długo nosiłam w sobie zapach kurzu

pożółkłe fotografie gruźlicę dziadka

spowiedzi matki jej rozmazane oczy

buteleczki proszków nasennych

 

pięści ojca krzyk ojca

i interwały pomiędzy

z ciszą tak twardą że można by o nią złamać nóż

i nóż też nosiłam

miał przeciąć strzępy dzieciństwa a później rdzewieć w ziemi

(czyściłam tym nożem paznokcie)

 

teraz mam w sobie zapach tymianku

a pokój w którym się urodziłam nie istnieje

jestem wędrującym meblem nie przyjęłam się w ziemi

 

moja cierpliwość to cisza – odkładająca się korozja

coraz ciężej od niedonoszonych zmarłych

śpię z nożem

zmyślam zapachy i uczę się ich na pamięć

 

wybieram łąkę na której urodzę zbrodnię:

 

dam ci na imię mlecz

nie pozwolę ci spać bez imienia

Ilustracje: Emilia Ptak-Gwiazda

Emilia Ptak-Gwiazda przerwała studia, aby podróżować. Nie przyniosło jej to pieniędzy. Rysuje od lat. Ostatnio widziała wronę siwą, która w dziobie trzymała opakowanie po margarynie Delma.