ryga-kijow

Julija Stachiwska – wiersze

 

arbuz

był upał my i autobus przyklejał się do koperty drogi jak znaczek

biała bawełna koszulek len spodni rozkwitały na siedzeniach

gdzieniegdzie wyzierały kwiaty panam szeleściły skrzydła gazet i czasopism

a ty powiedziałeś do mnie:

arbuz to krew lata i widzę jak na szarej podszewce wyschniętych pól

zwija się w kule zamyka się w futerały

chcę uwiecznić się na tle naszego południa –

tej sawanny z zielono-czarnymi ciałami owocowych zebr

wyjść nie można zostać – odpowiedział kierowca i włączył radio na cały regulator

 

w jałcie kupiliśmy arbuz i było tam dużo ciemnych nasion

i to już ja powiedziałam do ciebie:

patrz – to negatywy z twoich zdjęć tam – na drodze

ryga – kijów

kierowcy rękami nie zaczepiać!

napisane jest wewnątrz autobusu ryga – kijów

tylko kłaść tulipany przed postumentem jego kabiny

tylko robić szkice i gipsowe odlewy spojrzeń

 

troskliwa jak kołdra stewardessa przyjmuje nas na pokład i mówi:

zadeklarujcie wszystkie swoje wspomnienia o tym kraju

powyżej trzech – wywozić nie można

policja moralności obwącha każdego owczarkami swojego chamstwa

wejdzie we wszystkie szczeliny

moje przemycone wspomnienie zamilkło między więzadłami głosowymi

jak kontrabanda pod kołem zapasowym ogromnego tira

ale kiedy jest noc i pod nim jedwabniki reflektorów

wysnuwają pas drogi to nieważne jak bardzo by oniemiało

mogą je nakryć

czy wytrzyma tych kilkaset kilometrów tranzytu

żeby potem jak maratończyk upaść na szary papier

z zapieczętowanymi surowicą ustami

i zwycięsko wypuścić z powietrzem bukiet krajobrazów

i twój nieuchwytny zapach?

***

 

cień myszy trzęsie się ze strachu za twoim uszkiem

jego serce bije tak szybko

nad brwią ciepły kot umościł się w kłębek –

słoneczny promień

 

i wszystkie drzwi są zamknięte jak w cudzym mieście

i trochę wyobcowane jak w warszawie

śpi twoje serce jak serce chopina

w grobowcu jakiegoś wewnętrznego kościoła

do którego mi nie można

                                                             

ale ty wciąż czekasz na mnie siedząc w parku

jak na jakiś zagubiony bagaż

nerwowo czytasz czasopismo i zerkasz na mrówki

strzałek które troskliwie przenoszą białe jajeczka sekund

do jakiegoś ogromnego tylko im znanego mrowiska

 

kiedy spotykamy się – nasze pustki w środku

zarastają jak przeręble

słyszę tylko szumienie nurtu

dźwięczne przedmieścia

dźwięczne przedmieścia miasta ż

jak sztućce

moja kolej na 13 osób

z zimnymi widelcami szyn

albo

jak linijka w plecaku pierwszoklasisty:

zawsze mało

i zawsze połamana

 

zamach na tę ciszę

między stacjami jest udany

łapię największy jej kawał

gdzieś między polem a lasem

lasem a polem

 

i oto ostatnie ostrze cykady

ociera o głowę maku

i on opada

jak głowa jana

 

a stara kolej lęka się

ciebie mnie i naszych zamachów

 

ucisza się

dusi się

i wchodzi w wieczorną arytmię

 

cegły się skończyły

rozhuśtywaliśmy te schody

jakby nie chciało nam się ich doczytać

i gdzieś na czterdziestej siódmej stronie

ktoś wypalił że cegły się skończyły

a w drzwiach zepsuła się klamka

więc jednak zostaliśmy nieprzeczytani

w tym świecie ostrych sklepień

i ław – drewnianych gilotyn

od których potargane głowy

kupidynów porozlatywały się po ścianach

jeszcze i kogucik na obcasie baszty

ochryple grrrasejowo

wykonał rewerans

kościół kartkę zagiął

jak schodek

park hydr

w tych zimnych celach których dogląda zima

drewniany krucyfiks akacji cicho szeleści

pustymi strączkami naszych głosów

 

zapomniane przez ptaki gniazda – potargane trawy –

kilka czyichś włosków ciemnych jak cygańska krew

listek porzeczki i białe plamki szczęścia

 

zza pagórka widać miasto: jego aluminiowy durszlak

przepuszcza przez swoje otwory przestrzeń

o tu przez wycięcie budynków

widać pobudzony i ciepły komin EC

 

tu jar odkrywa krzaki

tu hydropark biały z trudem szkleje

jak graniasty kryształowy wazon w kredensie babci

tu ty karmisz z rąk wiewiórkę która łapie

orzechowy móżdżek jesieni i chowa pod śnieg

w mokre igliwie i piasek

 

leksykon

 

słowa to szklana kapsuła w oceanie świata

to aureola nad rzeźbami świętych w półpustej świątyni

haczyk autobusowej rozmowy na który łowię się chętnie

kamień reprymendy który utyka w splocie słonecznym

namolna mucha starczego mamrotania

ping pong dowcipu

 

słowa – bezimienne dzieci – nowicjusze

podnoszący kielich narzeczonym

śpią w sierocińcach słowników

i budzą się mokre od snów o mamie

podróżują na kolejowych półkach rozmówek

w weekendy rodzinami i w pojedynkę odwiedzają

stadiony tezaurusów i teatry ars poetica

żyjąc na stronach menu nigdy nie kosztują

wszystkich tych potraw

rozmnażają się wegetatywnie: poprzez korzenie i listki

anioły

 

ale słowa to i głęboki otwór wychodka

do którego wszyscy wstępują

lepkie maty do ćwiczeń w przesiąkniętej

gumą i ludźmi sali gimnastycznej

balonówka z tylnej ścianki szkolnej ławki

polityczne i reklamowe proklamacje

ogłoszenia o aborcji

raport patomorfologa

ptu pzu czk pkb bhp ss

 

i tak od pierwszego przebiśniegu krzyku

do ostatniego białego motyla śmierci –

Z języka ukraińskiego przełożyła Aneta Kamińska

 

Wiersze pochodzą z książki:

Julija Stachiwska, Wszystkie możliwe rzeczy, przeł. Aneta Kamińska, Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu – Miejskie Centrum Kultury, Poznań-Bydgoszcz 2019.

Aneta Kamińska (1976) – poetka i tłumaczka poezji ukraińskiej. Urodziła się w Szczebrzeszynie, pochodzi z Zamościa, mieszka w Warszawie. Skończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim, pracuje jako metodyczka i lektorka języka polskiego dla cudzoziemców. Autorka tomików: Wiersze zdyszane (2000), zapisz zmiany (2004), czary i mary (hipertekst) (2007), autoportret z martwą naturą, ostatnie wiersze nazara honczara napisane przez anetę kamińską (2018) oraz więzy krwi (2018). Wydała wybory przekładów wierszy: Nazara Honczara Gdybym (2007; przekład wspólnie z Andrijem Porytką), Hałyny Tkaczuk Ja ta inszi krasuni/ Ja i inne piękności (2011), Chrystii Wenhryniuk Dowhi oczi/ Długie oczy (2013), Borysa Humeniuka Wiersze z wojny (2016), Lubow Jakymczuk Morele z Donbasu (2018), Julii Stachiwskiej Wszystkie możliwe rzeczy (2019), a także trzy autorskie antologie: Cząstki pomarańczy. Nowa poezja ukraińska (2011), 30 wierszy zza granicy. Młoda poezja ukraińska (2012) oraz Wschód – Zachód. Wiersze z Ukrainy i dla Ukrainy (2014). Współtłumaczka antologii: Portret kobiecy w odwróconej perspektywie. 12 poetek z Czech, Słowenii i Ukrainy (2013), Komiks wierszem po ukraińsku (2015) oraz Listy z Ukrainy (2016). Stypendystka Ministra Kultury (2008, 2013).

 

Ilustracje:

 

Marta Bystroń

 

Marta Bystroń tworzy obrazy, ilustracje do książek i publikacji niezależnych, a także projekty graficzne. Od 2015 roku publikuje regularnie humorystyczne ilustracje na fan page’u Obrazek na dziś (www.facebook.com/MartaBystronObrazki).

Autorka zinów: Różowa sukienka, Okno Putina, Visions, Niewidzialne Przeszkody, Robale (#1, #2, #3) oraz redaktorka 1zine (antologia z gościnnym udziałem różnych twórców).

Portfolio: martabystron.pl