szyszko miłosz hołody

Kasia Szyszko – ang. flash fiction

 

Zaklęcie

Błagam moich rodziców, żeby rzucili palenie. Mówię im o zdjęciu, które pokazali nam w szko-le. Po lewej czarne płuca jak gnijąca gąbka, po prawej zdrowe płuca jak różowy koralowiec.
– Jak będziesz w naszym wieku, to zobaczysz – mówi moja mama.
Mój tata nic nie mówi. Siedzi skurczony przy kominku i zaciąga się papierosem. Chcę mu go wyrwać z ręki. W myślach tak mówię: chcę wyrwać ci go z ręki – jakbym rzucała zaklęcie.
– Zabijasz się – mówię do mamy, która w tym momencie staje się moją matką. – Oboje się zabi-jacie. A gdybym ja zaczęła palić? Nie bolałoby to was, że to z waszej winy?
– Nie przesadzaj już – mówi mój tata, który w tym momencie staje się moim ojcem. – Idź lepiej i zajmij się czymś porządnym.
Zamykam się w sypialni i szlocham przez długi czas. Moje oczy są suche, ale nadal szlocham. Szlocham na tyle głośno, żeby mnie słyszeli.

Sześć lat później palę paczkę dziennie. Boję się raka krtani i często wyobrażam sobie, jak przez dziurawe gardło wypuszczam z dymem metaliczne słowa.
Czasem matka znajduje w moim plecaku paczkę pall malli. Kłócimy się wtedy. Ona o to, że pa-lę, ja, że mi grzebie w rzeczach. Naszą kłótnię przerywa ojciec. Boli go głowa i nie da rady słu-chać naszych durnych wrzasków. Teraz obie kłócimy się z ojcem. Na koniec każde z nas zapala papierosa. Mama w ogródku, tata przy kominku, ja na strychu trzy godziny później, około pół-nocy, kiedy tata zasypia przy telewizorze, a mama śpi już od jakiegoś czasu.
Zostaje po nas popiół.

 

Domy Dusz

„Domy dusz mają swoje kształty i wielkości. Sto osób to sto różnych domów”.
Maum. Dom duszy
Heekyoung Kim, Iwona Chmielewska

W domu mojej babci jest piekarnik, w którym zawsze coś się pichci. Zaprasza do swojego do-mu wszystkich oprócz dziada. Dziad dostanie od niej też coś do jedzenia, ale musi poczekać na zewnątrz.
– Co ja, dziada będę do domu zapraszać? – mówi.
W domu babcia nie ma łóżka, bo babcia się nigdy nie kładzie. Kiedy jest zmęczona, drzemie w fotelu przy włączonym telewizorze. W telewizji lecą reklamy, a potem jakieś polskie show, Jaka to Melodia lub Jeden z Dziesięciu.
W domu babci jest dużo krzyżówek. Babcia robi je po kryjomu, może nawet we śnie. Nigdy nie widzę, jak je robi, krzyżówki pojawiają się na stole zrobione.
Babcia ładnie się czesze. Pije kawę i zagrywa ją chlebem z masłem. W domu babci jest mnó-stwo jedzenia, ale ona go nie je, tylko daje je innym.
W domu babci jest sofa, na której umarł dziadek. Czasem ktoś na niej siada i babcia go słucha lub opowiada o tym, jak było w Ameryce.
W domu babci jest inny dom – amerykański, ale tylko babcia ma do niego klucze.

W domu mojej mamy jest mnóstwo pacjentów. Przychodzą nagle i z silnym bólem zębów. Mama prowadzi dyscyplinę. Każdy dostaje od niej dużo czasu, ale czas jest równy.
W jej domu nie ma kuchni, ale za to łazienka jest bardzo duża, z dużą wanną i wszystkimi ko-smetykami na świecie. Mama maluje się trzy razy dziennie i trzy razy dziennie układa włosy.
W domu mojej mamy jest pokój, w którym mama godzinami siedzi i medytuje. Ma ze sobą po-mocnika, pieska, który żyje cztery lata dłużej niż powinien. Siedzą razem i medytują. Mama zakrywa nogi pieska kocem, żeby było mu wygodniej.

Dom mojego taty to szkoła muzyczna, w której tata ćwiczy na każdym instrumencie. Codziennie jakiś nowy instrument pojawia się w jego domu i tata umie na nim grać od razu.
Tata zaprasza wszystkich do swojego domu, ale w ostatniej chwili odwołuje zaproszenie. Wte-dy kładzie się na sofie przed telewizorem i do trzeciej rano ogląda seriale. Jest nimi rozczarowa-ny.
W domu mojego taty tata robi sekcje zwłok swoim starym instrumentom, a potem ożywia je palcami.
W jego domu je się mnóstwo daktyli i bułek. Pije się dużo kawy.

Dom dziadka stoi pusty.

Język mojej matki

Moja matka mówi szybko. Jej historie są pełne dygresji, człowiek wpada w nie jak w studnię i leci.
Język mojej matki to język podejrzeń. Że nie jem i nie mam pieniędzy. Że o czymś jej nie mó-wię.
Moja matka językiem potrafi zamknąć mojego ojca. Kiedy mówi, on przestaje mówić, ale jego cisza jest głośniejsza niż jej słowa.
W języku mojej matki wszystko jest prawdą absolutną i jeśli się z nią nie zgadzasz to dlatego, że nie jesteś gotowa.
Z językiem mojej matki wypijam jej wszystkie przeświadczenia i obawy. Kiedy się odzywam, mówię jej głosem.

 

Natura

Obgryzam paznokcie z samego rana, a potem pozwalam im odrosnąć w ciągu dnia. Czasem myślę, że uda mi się je ocalić, ale ranka nie da się powstrzymać.

 

 

Pisarka

Brakuje mi na to słów. Mam za to mnóstwo na coś innego, ale jeszcze nie wiem, na co.

 

Pisarka 2


Znalazłaś świetny sposób na niepisanie. To nie byle co tak nie pisać. Zazwyczaj niepisanie sprawia, że czujesz się winna, bo przecież pisanie jest najważniejsze na świecie. Umarłabyś za pisanie.
Ale za każdym razem, kiedy masz pomysł i siadasz do klawiatury, spod twoich palców wycho-dzi coś strasznego. Nie da się tego czytać, a co dopiero pisać. Dajesz sobie spokój, wchodzisz na facebooka, skrolujesz profile znajomych z przeszłości, którzy ciągle coś robią. I rośnie tobie to ohydne uczucie, że z ciebie nic już nie będzie.
Jesteś pisarzem w pisanie wierzącym, niepraktykującym.
Masz przyjaciela, który też nie pisze (Bogu dzięki za niego) i to do niego dzwonisz, kiedy od-krywasz, że da się nie pisać i być uniewinnionym. Twoja matka własna, której zawsze odma-wiasz podsunęła ci ten pomysł. Wyznała ci, że w stresie zaczyna sprzątać. Przekłada papiery, wyrzuca śmieci, zmywa naczynia i po jakimś czasie stres zupełnie mija, a i dom wygląda zupeł-nie inaczej. Lepiej.
Oczywiście najpierw odmawiasz. Jak zwykle. Mówisz, że to nie tylko durne, ale i seksistow-skie, jednak następnym razem, kiedy siadasz do pisania, twój wzrok ląduje na pustej butelce, którą miałaś wyrzucić jakiś tydzień temu.
Wstajesz. Wyrzucasz. Siadasz. Znowu wstajesz. Jakiś paproch wala się na ziemi.
Pół godziny później tańczysz z odkurzaczem po całym mieszkaniu. Jest dziewiąta rano. Jesteś szczęśliwa.
– Nienawidzę sprzątać – wyznajesz podczas rozmowy z przyjacielem pisarzem. – I dlatego ten sposób jest niezawodny. Jeśli robisz coś, co chcesz robić zamiast siedzieć i znęcać się nad sło-wami, to jesteś po prostu leniwy. Ale jeśli robisz coś, co trzeba, albo jeszcze lepiej – jeśli cier-pisz, jak to robisz, to poświęcasz swój czas i energię. Jesteś ascetą, świętym, cierpiętnikiem.
– To niesamowite.
Na samą myśl o sprzątaniu czujesz nerwową ekscytację. Chcesz zakończyć rozmowę i zacząć zamiatać.
– W gruncie rzeczy przekładasz tylko jakieś atomy.
– To dobre zdanie – śmiejesz się. Śmiejecie się oboje.
Wasze niepisanie jest jak protest, tylko nie macie czego oprotestowywać. W końcu do pisania nikt was nie zmusza, wręcz przeciwnie – wiele osób w wasze pisanie wątpi, szczególnie rodzi-ce.
Czasem sobie myślisz, że jak coś napiszesz, to może nic się nie stanie. Przecież nikt tego nie widzi. To może być tylko twoje.
Ale w twoim życiu nic się nie dzieje. Zdaje się, że całe dnie tylko siedzisz i myślisz, i kiedy za-czynasz pisać, twoi bohaterowie robią to samo: tylko siedzą i myślą. Starasz się w takich mo-mentach przywołać jakieś wspomnienia. Coś musiało się stać, kiedy byłaś mała, szczególnie kiedy nie miałaś internetu.
Ale nic nie pamiętasz albo nie możesz połączyć tych wydarzeń w historię. Siedzą oddzielnie jak publiczność w kinie.
Piszesz scenę o tym, jak twój dziadek umarł na raka. Chcesz wywołać ból. Chcesz poczuć się jak wtedy, ale znów między słowami nie ma chemii, zdania się urywają. To klub, w którym nikt ze sobą nie tańczy, a ci, co tańczą samotnie, po chwili przestają.

 


PAJĄK

Nie zabijam pająka. Nie zabijam pająka, bo boję się, że jeśli go zabiję, następnego dnia na progu moich drzwi pojawi się cała pajęcza rodzina, by się zemścić. Nigdy się nie zastanawiam, jak dokładnie wyglądałaby ta zemsta, ale wiem, że byłaby straszna, najstraszniejsza. Wystarczy przecież, żeby mnie wszystkie pająki naraz oblazły, żebym ciągle czuła na sobie jakieś chodze-nie i nigdy nie była pewna, czy to pająk czy lekkie drżenie moich włosków raz poruszonych w strachu i teraz na zawsze już drżących.
Zamiast tego sięgam po mały kosz na śmieci i jednym ruchem wyrzucam z niego wszystko, po czym nakrywam pająka tym koszem jak magicznym kapeluszem. Przez moment gapię się na kosz czekając aż się uniesie, aż pająk wyczłapie spod niego pod wpływem jakiejś nadprzyro-dzonej siły.
Ale nic się nie dzieje. Ani teraz ani kilka godzin później, kiedy ten kosz pokazuję mojej przyja-ciółce.
– Jesteś pewna, że tam jest? – pyta.
– Mam nadzieję.
– Nienawidzę pająków.
Myślę o moim pierwszym spotkaniu ze strasznym pająkiem, ale pamiętam tylko wycieczkę do lasu, kiedy idąc tropem dziadka grzybiarza weszłam w pajęczynę. Resztę dnia spędziłam trzęsąc się przy głównej drodze, próbując otrzepać się z tego uczucia, że coś po mnie chodzi: szybko i przenikliwie. Że jest w moich włosach, w moim nosie, gdzieś za plecami.
– Moja siostra się w ogóle nie boi – mówi S. – Nigdy się nie bała. Zawsze ją wołałam, a ona brała pająka i wynosiła go na zewnątrz jakby nigdy nic.
– Powinnyśmy teraz do niej zadzwonić.
S. śmieje się mrocznie. Nie rozmawia z siostrą od trzech lat, ale w kwietniu idzie na jej wesele.
Wychodzimy z pokoju. Kieliszki wina napełniają się zbyt szybko i pół godziny później czuję się pijana. Na zewnątrz zaczyna padać. Miałyśmy iść na obiad, ale teraz przeglądamy menu jakie-goś take-awaya. Jak zawsze jesteśmy rozczarowane brakiem wegańskich opcji.
S. składa przez telefon skomplikowane zamówienie. Pozbywa się sera, a zamiast jogurtu prosi o więcej humusu. Czekamy na jedzenie ponad godzinę. Kiedy dostawca przyjeżdża, S. daje mu napiwek, chociaż po twarzy dostawcy widzę, że jedzenie będzie zimne.
Zasypiam na kanapie, bo nie chcę spać sama z pająkiem. Obiecuję sobie, że rano podniosę kosz, pozwolę mu wejść na swoje palce i wyniosę go na zewnątrz. Na pewno tam już wszyscy na niego czekają.

 

 

Ilustracja: Miłosz Hołody

Miłosz Hołody – absolwent filozofii, obecnie doktorant. Naukowo zajmuje się poezją wizualną i jej usytuowaniem w przestrzeni. Publikował rysunki, wiersze, memy i ilustracje w internetowych i papierowych magazynach literackich („Cegła”, „Helikopter”, „Stoner Polski”, „Drobiazgi”, „Inter-„, „Rzyrador”, „Strona Czynna”). Zrealizował kilka wystaw indywidualnych (m. in. BWA Krosno) oraz brał udział w kilku zbiorowych. Zajmuje się rysunkiem i prowadzi fanpage: https://www.facebook.com/miloszjestpiekny/ . Chciałby narysować książkę dla dzieci.