02opadanie liści, rozrost włosia

Klaudia Pieszczoch – areole

 

zawiązanie

 

cienie 

sterty ciemnego szkła opadłych zawilgłych liści przy ścieżce

rzucane by wrócić po nich do siebie 

kiedyś

później

(komu zależy by znikały? co je zjada?)

 

każda fala staje się tym czym jest 

dopiero w drodze powrotnej

gdy cofając się zabiera ze sobą ziarna piasku kawałki tego brzegu 

o który się rozbiła

 

(źródeł jest kilka większość z nich związana z wiatrem

z gardłem)

 

i choć szkło ma budowę typową dla cieczy witraże nie topnieją 

struktura to nie wszystko trzeba czegoś więcej  

by być tym na co się wygląda

 

nie ma ich 

szukamy innych obszarów do których nie dociera światło

(z niektórych bierze się wiatr 

krzyk) by trochę się cofnąć wrócić ich śladem 

do tego co wczesne

(ciemność zawsze poprzedza) nabrać rozpędu 

ponownie uderzyć

 

 

 

 

 

opadanie liści, rozrost włosia

jesień zaczyna się od zwierząt wchodzących do łóżek

nic dziś nie mam ponad przeczucie
że pamięć i szary odrost to to samo (naturalny kolor)

jedno i drugie najlepiej widoczne w sztucznym świetle
płowe idzie od głowy niepostrzeżenie znaczy że przestało się dbać
albo chce się wracać
szarawa miedza co się powiększa rośnie w miarę oddalenia
jak poziom pszenicy w oknie pociągu

czasami tyle siły dają dziewczyny w porannym autobusie
powolne skręcanie papierosa dłońmi tej która jedzie opiekować się
cudzym dzieckiem
spokojna twarz grzywka umyta suchym szamponem
dziś też można się będzie skupić na żółtych łodygach w obcym ogrodzie
pękaniu biedronek pod małymi piąstkami

nie rozumiem fascynacji dalekimi galaktykami
są słabiej niż bakterie nie mówiąc o wapnie

zwierzęta wchodzą do łóżek
i robi się mniej miejsca robi się czegoś więcej
obrastamy sierścią ich spojrzenia jak martwe morza wypychają nas
na powierzchnię

dlatego
w jesienne noce przenoszę jeże w bezpieczne miejsca widzę

 

pnącza

patrzenie to bicie pięścią

pęknięcie idzie od żyłki w oku pnie się
po suficie potem dalej jak błyskawica przez salę
porodową między nogami rozrasta bluszczem
krusząc ściany przechodzi w jarząb

poskręcane konary patrzenie 
uskok san andreas

aż wzrok pada na taflę stawu i słychać cichy plusk
coś idzie na dno tnie kolejne warstwy 
ale woda zrasta się szybko 
oko na jej powierzchni odbija korzenie jak piłkę 
zawraca gałęzie wypuszcza 
pęknięcie w przeciwną stronę prosto 
między twoje żebra

klimat gorący i suchy

patrząc na palmę od razu wiem że służy do wiatru 
telewizyjnych huraganów które tak dobrze ogląda się w domowym
zaciszu myślę o ameryce
mój chłopak cały dzień odrywa kolce dopiero oddzielone złożone
na desce do krojenia przestają być tylko kłuciem
są naprawdę brązowe 
błyszczące
nasza mała floryda:
łóżko pełne tytoniu pogubionych nóg rudych pająków 
coś mnie przygina do ziemi pościel szeleści sucho

myślę o zamiataniu gałęzi gałęziami
to właśnie znaczy się przydać 
być w stanie robić porządek z innymi swoim własnym ciałem 

jedni leżą drudzy zajmują się ich przesuwaniem 

liście kaktusów 
zielone pogięte wrzeciona jak sztywne kosmyki które opadły 
w trakcie wesela coś co umarło w bólach popatrz 
– mówię kiedy układasz kolce na łazienkowym dywaniku –
opuncja

(obracam w ustach)

opuncja:
coś co powstaje z burzy i siniaków które odrastają

a areola to takie ładne słowo mały obszar 
z którego wyrasta cierń
– dobre imię dla córki  

Ilustracje:

 

Marta Bystroń

 

Marta Bystroń tworzy obrazy, ilustracje do książek i publikacji niezależnych, a także projekty graficzne. Od 2015 roku publikuje regularnie humorystyczne ilustracje na fan page’u Obrazek na dziś (www.facebook.com/MartaBystronObrazki).

Autorka zinów: Różowa sukienka, Okno Putina, Visions, Niewidzialne Przeszkody, Robale (#1, #2, #3) oraz redaktorka 1zine (antologia z gościnnym udziałem różnych twórców).

Portfolio: martabystron.pl