Łukasz Frynia – Życie tutaj jest jakieś takie etnograficzne

 

(z dedykacją dla Wikinga)

Człowiek, stworzony na podobieństwo kija, zaopatrzony jest w dwa końce. Jeden z nich z gruntu rzeczy przytwierdzony jest do podłoża, natomiast umiejscowienie drugiego nie jest już tak oczywiste. Niektórzy są skoncentrowani na własnym organizmie, w związku z czym mają głowę umieszczoną na karku. Inni kładą ją w chmurach, co dowodzi albo ich niesamowitego wzrostu (dochodzącego nawet do kilku kilometrów!), stałego bytowania na szczytach górskich
lub możliwości oddzielenia tej części od reszty ciała. Zdarza się również podwójne zakotwiczenie człowieka w podłożu, gdy chowa on głowę w piasek. Wszelkim tym manewrom sprzyja budowa głowy, pomyślanej jako naczynie na płyny (np. olej) o ograniczonej pojemności.
Człowieka do kija upodabnia również zamiłowanie do przyjmowania pozycji horyzontalnej. Puszczony samopas zalegnie w bezruchu na najbliższej stosunkowo płaskiej powierzchni. Jego stanem docelowym jest położenie się w grobie na wieki wieków w celu podziwiania nieskończonego blitzu. Co zabawne, od długotrwałego wpatrywania się w intensywne źródła światła cierpi i ślepnie, tracąc funkcjonalność oka, którego strzeże jako integralnej części głowy.
Jako dziecko lubiłem zbierać patyki i bawić się kijkami, skąd wywodzę swoją miłość do ludzkości i postawę humanistyczną. Wyrazem tego jest strach przed końcem istnienia człowieka, chociaż z drugiej strony może być w tym po prostu ociupinka egoizmu. Nie dajmy się jednak zwariować! Jedyna nasza nadzieja w nadziei, musimy więc zachować optymizm niczym ruski kniaź Jarema. Słynął on w swoich czasach z donośnego śmiechu, którym kwitował wszystkie problemy swych poddanych. Śmiech, inaczej niż człowiek, posiada początek i koniec, zbliża więc posiadacza do Stwórcy.
Typowe dla człowieka zamiłowanie do końców prezentują Polacy, do której to grupy z dumą należę. Zaczynamy z trudem i w ciężkich bólach, natomiast kończymy zawsze z radością i wręcz rozkoszą. Odróżnia nas to od niektórych narodów – jednego dnia wstałem z łóżka, ubrałem się, zjadłem śniadanie, wyszedłem z bloku i poszedłem na metro, w centrum przesiadłem się do kolejki podmiejskiej, wysiadłem na swojej stacji, poszedłem do fabryki, wziąłem psa na spacer, przeszedłem z nim na tyły zakładu i znalazłem z jego pomocą pozostawiony tam przez Ukraińców sprzątających teren nadgryziony kawałek kiełbasy. Zawinięty był w zwilgotniałą folię, pokryty pleśnią i małymi, białymi robakami. Czy człowiek, który nie umie skończyć posiłku może w ogóle coś w życiu skończyć? Na marginesie – smuci marny koniec końcówki kiełbasy.
Oczywiście, jest to jakieś uproszczenie i stereotypizacja, której powinniśmy unikać.
W końcu Polaków również trzeba namawiać do kończenia posiłków (na przykład „kto zjada ostatki ten piękny i gładki”, „nie wstaniesz od stołu, dopóki nie zjesz”), chociaż dopuszczalne są pewne wyjątki – „zjedz mięso, ziemniaki zostaw”. I zostaliśmy jak głupi z tymi ziemniakami.

 

 

Ilustracje: Miłosz Hołody

Miłosz Hołody – absolwent filozofii, obecnie doktorant. Naukowo zajmuje się poezją wizualną i jej usytuowaniem w przestrzeni. Redaktor w magazynie Drobiazgi. Publikował rysunki, wiersze, gify i ilustracje w internetowych i papierowych magazynach literackich („Cegła”, „Helikopter”, „Stoner Polski”, „Drobiazgi”, „Inter-„, „Rzyrador”, „Strona Czynna”). Zrealizował kilka wystaw indywidualnych (m. in. BWA Krosno) oraz brał udział w kilku zbiorowych. Zajmuje się rysunkiem i prowadzi fanpage: https://www.facebook.com/miloszjestpiekny/ .

Chciałby narysować książkę dla dzieci.