All-focus

Łukasz Kaźmierczak/ Łucja Kuttig – wiersze, teksty

 

kataryzm

Adwent zawsze zaczyna się w pełni, a słowo, które natenczas się staje, wypływa z ust księdza, bo będziesz wiedzieć, że w niedzielę spodnie w kancik i do kościółka na amen. Pierwsza świeczka na wieży ciśnień pali się na czerwono jak skrzepy z endometrium. Miesiączka zwiastuje ponoć post w postkoitalnych tabletkach, które poczta prewencyjnie zatrzymuje w swoich drogach rodnych, nie nadawszy numeru trombocytom. W tym roku zdarzyło się jednak inaczej, ponieważ masturbacja wzmacnia odporność, zwłaszcza przegryziona soczewicą z czosnkiem oraz przepita filtrowaną wodą z cytryną. Przyjemność czuję z przyzwyczajenia i śmieję się, jak jeszcze można aż tak to przeżywać. Niechcąco kicham na kościół, wychodząc z łóżka przez drzwi.

 

paradontyzm

Rozsypuję na balkonie podmielone płatki owsiane z zepsutej maszynki. Ciągną do nich żuki, skorki oraz rybiki, po czym zachodzą przez okno do domu. Zabierają się za zjadanie książek, a spośród liter wybierają te ułożone w męskie imiona. Za ten emancypacyjny gest pozwalam im na ugryzienia i picie mojej krwi. Z czasem zagarniają coraz więcej, aż postanawiam skonsultować to z lekarką. Ona każe mi zebrać jedzenie znad werandy i puknąć się w głowę. Nawet na paradontozę nie ma leku, to gdzieżby na świerzby, a już tym bardziej na bezmózgowie. Po adwencie narodzę się na nowo. Znowuż. Zaciskam dziąsła.

 

kręgi komplementarne

mój widok rozszerzył mu miniatury w źrenicach

potem rozwężał moje usta oraz wwężał język

 

na takie jak ja mówi się dziwka w jego kręgach

u mnie również lecz już jako komplement

 

posejdonówna

nieoczekiwanie wszystkie przyjaciółki wzywają moce saturna

jej zaś wystarczy przewrócić wagę – nie szalić na szalkach

owinąć szalik na szyi – spakować kamienie na plażę i wszystkie

te piękne historie rozproszyć we wschodzącym słońcu

podziękować za dobre rady i odrzec że widocznie mniej

potrzeba mi będzie otoczaków w kieszeniach w pielgrzymce

śladami nowonarodzonych żółwic w macicę posejdona

 

cięgi za

Wraz z początkiem wiosny zbiegają pod bramę wszystkie psy z osiedla, nawet te chrome na jedną nogę – na czele z Głupim Bobikiem, najjurniejszym z całej hałastry. Sąsiadka gania go z łopatą pożyczoną od dziecka, a Bobik dobrze zna ból ludzkiej ręki, od której uciekł na zawsze, wybrawszy bezdomność. Rude nie mają wpływu na układ hormonalny, zupełnie jak ludzie, lecz domownicy obwiniają je za samczy popęd, tak jak to się czyni z kobietami. Matka i córka korzystają z każdej okazji na otwartą furtkę, ponieważ pomimo własnego podwórka nie o taki pokój chodziło bodaj Virginii Woolf. Dlatego po powrocie zastają zamknięty zamek i zakopane tunele pod siatką. Rankiem witają mnie z radością za to, że umiem nacisnąć na klamkę, żeby zamknąć je wiernie pod adresem na szczęście nadal regularnych posiłków. Podanych pomimo kary i bicia rzemykiem po zapłodnionych wargach.

 

 

Ilustracja: Ola Wasilewska. 

Ola Wasilewska (1989) – graficzka, wideoklipperka, słowoskładaczka. Tworzy hiperteksty („Zembla,” 2013; „Brzydkie sny”, 2013, „Ersatz Israel”, 2014). Redaktorka czasopisma literackiego „Wakat/Notoria”, dla którego od lat tworzy wideopoezję i klipy do wierszy. Współtworzy „Sklejkę”, feministycznego zina z poezją kobiet, przybierając takie imiona, jak Arnold Jamnik, Fasolowy Charlie i inne. Jej wieloekranową animację „Physiologus” wyświetlano na fasadzie Muzeum Sztuki Współczesnej w Zagrzebiu (2015). Wraz z Markiem Sobczykiem odpowiedzialna za projekt plastyczny „Warkoczami. Antologii nowej poezji” (2016).