aleksandra komsta

Małgorzata Kozera-Topińska – Aromaterapia

 

Mrówki rzeczywiście nie lubią goździków; oraz skórek od ogórka. O ile jednak od skórek po prostu trzymają się z dala, o tyle goździki wprawiają je w totalne oszołomienie. Biegają w panice, zdezorientowane, zagubione. Myślę, że zapach goździków działa na nie jak narkotyk i zaburza połączenie z „mózgiem kolektywnym”, dzięki któremu tysiące mrówczych jednostek funkcjonują jak jeden organizm. Wyszedłeś niedawno, a ja zostałam w domu pełnym naćpanych mrówek i aromatu goździków.

Zacieram ślady. Zmieniam pościel, kieliszki zanoszę do zmywarki, chusteczki lądują w odpadach mieszanych, butelka po winie w koszu na szkło. Towarzyszą mi krążące chaotycznie po podłodze czarne punkciki. Jeszcze nie wiemy, co dalej; ani one, ani ja. Na tym polega koniec. Odurzam się wonią goździków i kwiatów, które przyniosłeś tydzień wcześniej. Przywiędły już, ale nadal pachną mocno i przeciwbólowo. Ty, jak przypuszczam, wolałbyś woń moich włosów, pach i cipki. Nie kochałeś mnie, ale całym sobą kochałeś mój zapach. Żaden mężczyzna, nawet ten, który kochał i widział, jak moje krocze rozciąga się, wydając na świat nowego człowieka, nie dał mi większego poczucia akceptacji niż ty, kiedy leżąc z głową między moimi udami głęboko wciągałeś w płuca aromaty, zwykle starannie wypłukiwane i maskowane kosmetykami. Nie kochałeś mnie, nie kochałam ciebie, a jednak bezbronnie i z dziecięcą brawurą odkrywaliśmy kolejne zakamarki intymności, przeżywając znów ten pierwszy raz i jeszcze raz. Wytyczyliśmy sobie granice z naszych rozczarowań, lęków i poczucia winy. Były elastyczne i niemal niewidzialne, ale dość mocne, aby zapewnić poczucie bezpieczeństwa. Otulały nas miękkim kokonem tak długo, jak mogły. Aż do chwili, kiedy padły słowa „musimy porozmawiać”.

Porozmawiać. Musimy. Do tej pory nic nie musieliśmy, a już na pewno nie musieliśmy rozmawiać. Milczenie zapadało między nami, kiedy tylko miało ochotę i nigdy nie było krępujące. Musimy porozmawiać mówią w filmach, a w tle gra muzyka smutna lub dramatyczna. Muzyka w tle, a na pierwszym planie szepty, krzyki, czasem trzaskające drzwi albo pulsująca napięciem cisza. Tak to wygląda na ekranie, więc kiedy mówisz, że musimy porozmawiać, ja już wiem. Nawet statystyczny widz by wiedział, a co dopiero ja, twoja kochanka o wysokim IQ.
– Szybko się zorientowałem – powiedziałeś kiedyś całując mnie w stopę – że w ofercie masz iloraz inteligencji powyżej 120 w skali Wechslera.
– A co w zamian? – zaśmiałam się mile połechtana.
– Jakoś się dogadamy. Będzie pani zadowolona.
Oferta zwrotna okazała się całkiem szczodra i pani faktycznie była zadowolona. Zwłaszcza z przaśnego poczucia humoru, po częstochowsku wierszowanego. Niestety, po „musimy porozmawiać” nie ma rymów ani sprośnych żarcików, choć fraza aż się prosi o dynamiczne tango:

Musimy porozmawiać
choć wolę cię zabawiać
i czule cię namawiać
i gesty te ponawiać
Lecz nagle życie woła: stój!
Musimy porozmawiać!
I chuj.

 

 

Czekam więc, aż przyjedziesz wyznać miłość. Miłość do mnie albo miłość nie do mnie. Jedno i drugie będzie oznaczało koniec. Rozpakowuję zakupy. Alkohol wkładam do lodówki. Maluję się, szacując, za jaki czas makijaż się rozmaże. Nie zdążam rozsypać goździków, bo już jesteś. Przytulamy się na powitanie bardzo mocno, co nie zwiastuje nic dobrego.

Ćwiczyłam ten moment w wyobraźni. Tak już mam. Przerabiam w głowie rozmaite scenariusze, bardziej i mniej prawdopodobne. Na przykład pakowanie się w piętnaście minut. Nie mówiłam ci o tym, zostawiając tej kategorii zwierzenia na potencjalne kiedyś, ale zawsze wiem, gdzie jest plecak, ciepła kurtka i mocne buty, jedzenie niewiele ważące, ale kaloryczne i odporne na zepsucie, tak zwane kosztowności oraz koperta ze zdjęciami. Bo oprócz grubych albumów mam taką niewielką kopertę, gdzie trzymam fotografie gotowe do zabrania, gdyby. Tak sobie tkam iluzję bycia przygotowaną. Dzięki temu jestem spokojniejsza i wystarczają mi niewielkie dawki leków. Scenariusz naszego końca też ćwiczyłam. Jednego tylko nie przewidziałam – że rozstaniemy się z miłości. Myślałam, że będzie to twój albo mój wyjazd, są przecież te dwa kraje, na zachodzie i na wschodzie, do których pcha nas nasza przeszłość i przyszłość. Na okoliczność takiego rozstania wyobrażałam sobie album, do którego wkleimy wszystkie zapachy, dźwięki, obrazy i słowa, które będą nas wywoływać jak dżina z lampy, gdziekolwiek będziemy, bo to lampa jest magiczna, starczy tylko potrzeć ją, albo skropić własną łzą. Żuk gnojarz toczący kulkę styropianu, delikatny aromat muli i antologia kretyńskich wierszyków, które razem ułożyliśmy. A także sesja zdjęciowa, której nie zrobiliśmy, choć w końcu przywiozłeś z Hamburga aparat. Straszliwe sceny zbrodni w afekcie nigdy nie zostały zainscenizowane.

Było jeszcze zakazane słowo, sam-wiesz-jakie. Kiedy tak się do mnie zwróciłeś, powiedziałam szczerze, że go nie znoszę, więc potem gryzłeś się w język, a ja i tak rozpoznawałam nawet pierwsze niewyraźne głoski i wyśmiewałam cię bez litości. Tłumaczyłeś, że choć uwielbiasz nasze „kochanko-kochanku”, to przestało ci wystarczać, bo wspięliśmy się na kolejne piętro bliskości. Szukałeś słowa, ale nie przyszło ci do głowy, że może to być po prostu imię. Może właśnie dlatego teraz musimy porozmawiać. Muzyka w tle, a na pierwszym planie alkohol i inwazja mrówek. Nic się nie rymuje. Nie wiem. Może. Jednak. Chyba. Zakochałem się. Chyba. Nie w tobie. Ale. Tak wiele. Tak bardzo. Proszę. Co czujesz.

Czuję, jak głęboko wdychasz mój zapach.
Czuję, jak osiada w pęcherzykach płuc.
Czuję, jak drapię cię w gardle.

Kiedy idę do kuchni po wodę, przekraczam cienką, czarną, pulsującą linię. Mrówki maszerują zwartym szykiem z punktu wejścia do punku wyjścia. Wyciągam z szuflady torebkę goździków. Spadają na podłogę jak małe, smukłe bomby. Mrówczy szyk załamuje się, pęka, rozpada, uwalniając dziesiątki zdezorientowanych jednostek. Jutro już ich tu nie będzie. Zapach zostanie na dłużej.

 

Ilustracja: Aleksandra Komsta

Aleksandra Komsta: urodziła się w 1994 roku. Pochodzi z Lubelszczyzny. Wychowała się w okolicach uzdrowiska Nałęczów. Tworząc szuka na wielu polach. Malarstwo i obiekt są jej bliskie, ale najlepiej opowiada rysując. Interesują ją sprawy na granicy przeoczenia, losy ludzi i przedmiotów. Studiuje malarstwo na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, ma też za sobą doświadczenia związane z kognitywistyką i filologią angielską na Uniwersytecie Warszawskim. Działa w autorskim projekcie muzycznym, gdzie pisze teksty i komponuje. Chętnie sięga po wiersze afroamerykańskich poetek, literaturę japońską i amerykańską.