Mariusz Sambor – Nieoczekiwane przestoje w chmurach…(fragmenty)

 

rano
z cyklu: Nieoczekiwane przestoje w chmurach…

To piękne i oczyszczające! I nieznośnie cudowny zapach od samego rana. Ach, jaki ten świat jest uroczy. Jutrzenka. Zorza poranna. Brzask i świt.
Oto efekt zaledwie jednego spaceru przez miasto. Cudownie, cudownie.
– A ty co tak z rana świergolisz? Spacer to spacer. Proszę bez zbędnej ornamentyki
i nadmiernych uniesień. To już jesień!
Tak właśnie układam sobie w głowie dialogi, po jednym na każdą stronę twarzy. Jeden na lewicę, społecznie, drugi na prawicę, liberalnie.
– A na wprost?
A ja co?
Na wprost to mam zawsze.
Ilekroć nie spojrzę, zawsze na wprost. Tylko nie wiem, czemu znowu opuszczasz głowę, nie patrzysz mi w twarz.
– No to będziesz miał teraz pod górkę!
Nie myślę już o niewysłanej wieczorem do ciebie wiadomości, kiedy wyjeżdżam rowerem z kolejnego zakrętu,ani o sąsiedzie zza ściany, schizofreniku.Nie, nie przymykam oczu
w ekstazie. I tak je mrużę.
To podobno jeden z ostatnich ładnych poranków. Jadę pod słońce.
I pod górę. Mam.

przeciwieństwa
z cyklu: Nieoczekiwane przestoje w chmurach…

I tak zaczyna się całe dziadostwo. Skąd wiem? Czuję, jak najpierw marzną stopy, choć zwykle chodzę po mieszkaniu boso. Nie, nie zwykle, a zawsze. A kiedy już się wszystko zaczyna, możliwe, że zamieram zbyt często.To i krew pewnie płynie bez sił w żyłach i o uczucie zimna łatwiej. A może to zwyczajna pustka?
Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Tak, jak z tym trzaskiem, który dziś przed południem uderzył nagle w uszy. Pomyślałem, że to zwykły zwyczajny trzask domowy, jakich wiele. I pewnie nie wróciłbym do tego, gdybym kilka godzin później nie ruszył do kuchni. Właściwie już zupełnie zapomniałem o tym zdarzeniu i zwykłym-niezwykłym trzasku. Cóż mogło go spowodować? I, chociaż jak długo tak można, znowu zamarłem. Stałem Bez rozumienia. Nie, nie czułem już pustki, w nogi też nie było zimno. Stałem i patrzyłem, aż końcu ocknąłem się z zamyślenia. Chyba nawet wzruszyłam ramionami. Tak mi się teraz wydaje, przecież nie na to zwracałem uwagę. A później postanowiłem spróbować.
Żeby zrozumieć, potrzeba empirii, ale z nią jest łatwo. Tak jak było z nami, jak jest,
a właściwie jak nie ma, bo niby jest, a jednak nie ma. Aż doszła empiria, jej Wysokość Doświadczalność, więc i ja zacząłem się poruszać i gimnastykować umysł.
Cóż mnie tak nagle zdumiało? Może i była bardziej solidna, grubsza niż zwykłe, z gustownym bolcem uziemienia i karbowanym łączeniem przewodu, ale poza tym – nic nadzwyczajnego. Na blacie kuchennym ulegle zaległa zwyczajna czarna wtyczka – zwieńczenie końca przewodu elektrycznego czajnika. Der Stecker – pamiętam z lekcji niemieckiego, co jest ciekawe, że pamięta się, choć to tyle lat. Der Stecker i die Steckdose – wtyczka i gniazdko. A kiedy widzę twoje najnowsze zdjęcie, na którym pierwszy raz nosisz ładne okulary o dużych owalnych szkłach i jest ci w nich bardzo do twarzy, mimowolnie wyrywa mi się, że są bardzo sexy. Później łapię się na tym, że dziś tak się chyba nie mówi. Powinienem powiedzieć, że wyglądasz w nich zmysłowo i sexy, a nie że okulary, choć dziaderskie sexy nie jest podobno już bardzo sexy, ale zanim tak pomyślę, dostaję nowe dwa zdjęcia w okularach i znowu stoję, choć już mniej wrośnięty. Patrzę na wtyczkę od czajnika i teraz łapię ten obszar powiązań.
Woda – ujë, water, المياه, su, ura, вады, вода, vode, voda, vand, akvo, vesi, tubig, eau, auga, νερό, წყალი, מים, agua, air, uisce, vatn, וואַסער, ya’, aigua, dlo, vandens, aqua, ūdens, ilma, atl, ebok, wasser, vann, ջրի, آب, água, apă, maji, watra, acqua, vatten, น้ำ, su, جل, vat, dŵr, viz, nưỚc, woser. Woda – od afrykanerskiego, przez węgierski po wietnamski i włoski.
Wtyczka – der Stecker, bo jednak w pamięci zarejestrował się typowy-nietypowy mieszkaniowy trzask, mimo że gdzieś zapadł, zapomniany zupełnie, teraz powrócił, zaistniał.
Czym byłem bardziej poruszony? Nie umiałem porównać. Stałem w tym samym miejscu, wpatrując się w leżącą wtyczkę. Nikogo poza mną w małym zacisznym mieszkaniu nie było. Nikogo, kto mógłby być sprawcą zamieszania. A jednak tajemna siła wypchnęła wciśniętą ciasno w gniazdko (die Steckdose) wtyczkę (der Stecker) i zrzuciła na blat. Empiria? Tak, tak to zrobimy! Próbuję
i wchodzi dość ciężko, z oporem, a później nie daje się zbyt łatwo poruszyć, w przeciwieństwie do mnie. W języku dla mnie obcym, z którym na co dzień obcujesz, więc bardziej swojujesz, wtyczka jest rodzaju męskiego, zaś gniazdko żeńskiego, co w końcu jest bardziej odbiciem natury, inaczej niż u nas, gdzie wszystko odwrotnie.
Może właśnie to jest przyczyną, że zwróciliśmy na siebie uwagę?
A może wydarzyło się to zupełnie z innego powodu?

 

 

amplituda
z cyklu: Nieoczekiwane przestoje w chmurach…

I znowu sam już chyba nie łapię, kim ostatnio jestem. Czasem czuję się jak Wadlow, innym razem jak Howerton.
– Jak kto?
– Jak Major Mite.
– Ja ciebie nie rozumiem…
Spokojnie. Przecież mówię wyraźnie, ja wcale nie krzyczę. Pewnie o tym nie wiesz, jednak niekiedy bywam jak Robert Pershing Wadlow, a czasem znowu jak Clarence Chesterfield Howerton, znany bardziej jako Major Mite.
Nie, to nie dwubiegunówka. Po prostu, niekiedy czuję się, jakbym miał dwie twarze – czasem jakbym miał dwieście siedemdziesiąt dwa centymetry wzrostu i ważył dwieście dwadzieścia dwa kilogramy, a kiedy indziej –jestem najniższym człowiekiem świata. Wtedy dzielą nas – mnie od samego siebie – ponad dwa metry, a dokładnie dwa metry i jeden centymetr, do tego niemal dwieście kilogramów wagi. I nie patrz już tak na mnie. Nie dziś, proszę.
– Czujesz się jak Porsche?
Tak, często jak Brygada Kryzys, a może raczej jak Tilt, ale nie tamten we fliperach.
– Wstrząśnięty?
Nie, przecież nie bywam przy tobie zmieszany. Sir Sean odszedł właśnie na wieczne łowy. Być może jestem jak ogrodowy 007 – potrafię czekać wiele dni na znak, by zgubić się
w jednej sekundzie.
A kiedy śpiewam za Tiltem – Najcudowniejsza, za chwilę mogę nie chcieć nas znać.
A przecież nie dzieli nas nic. Jeszcze porównamy nasze buciki!
– Czy to nie wydaje ci się głupie?
– Porsche?
– Kogo tam nosi po nocy na łączach?
A kiedy znika, wiem, że to nie jest wcale takie głupie, ale wolałbym pozostać po środku, przy moich stu osiemdziesięciu dwóch centymetrach. I przy tobie.
A jednak dzień nie jest do końca stracony.
Ładnie ci w nowych okularach. Bardzo seksownie.


–––
Robert Pershing Wadlow (1918 –1940) – najwyższy znany człowiek w historii. Urodził się w USA, ważąc niecałe cztery kilogramy. Mając pół roku, ważył trzynaście i pół kilograma, a kiedy skończył rok – trzydzieści. Gdy ukończył piąty rok życia, mierzył 155 cm wzrostu. W trzeciej klasie szkoły podstawowej był wyższy od nauczycieli. Gdy miał lat 13, osiągnął już 224 cm wzrostu. Mając 18 lat, urósł do 254 cm, a w wieku 22 lat, przed śmiercią, osiągnął 272 cm i ciężar 222 kg. Zmarł w wyniku zakażenia wskutek obtarcia kostki.

Clarence Chesterfield Howerton (1913 –1975), znany również jako Major Mite, amerykański artysta cyrkowy. Miał 71 cm wzrostu i był określany jako najmniejszy człowiek na świecie. Jego drobna sylwetka często kontrastowała podczas występów z ludźmi nadmiernie otyłymi oraz niespotykanie wysokimi.

Robert Wadlow i Clarence Howerton spotkali się w 1937 roku, co zostało zarejestrowane na fotografii, na której siedzący na stole Wadlow porównuje rozmiar swojego buta rozmiar 36 (US) ze stojącym, sięgającym mu do uda Howertonem, którego bucik rozmiar 4 (US) był wielkości niewiele większej od obcasa w bucie Wadlowa.

Ilustracja:  Katarzyna Tereszkiewicz

Katarzyna Tereszkiewicz – urodzona w 1996 roku w Rzeszowie. Absolwentka
Ogólnokształcącej Szkoły Sztuk Pięknych w Rzeszowie. Aktualnie studentka V roku Grafiki w
Instytucie Sztuk Pięknych Uniwersytetu Rzeszowskiego. W swoich pracach nie zamyka się
jedynie na działania graficzne, często łączy ze sobą różne dziedziny sztuki i ich techniki.
Uczestniczka wielu wystaw krajowych i zagranicznych, m. in. HIT- og AVTRYKK-festivalen
2019 w Norwegii, The State of w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie, Kettos Portre na
Węgrzech, LITHO-Kielce 2018, Art and Science w Warszawie, Rzeszowie i Lublinie.