sambor-EPG

Mariusz Sambor – w domu

 

z cyklu: mistrz ukradkowej fotografii

Siedzę w domu. Cynkowa biel śniegu pokryła moje myśli razem z nierozwiniętą jeszcze zielenią. Wyżarła całą moc. Padało pół nocy, od pół-nocy. Pół nocy i północ. Siedzę, siedzisz, siedzimy i my. My? Nie, nie razem.
Powietrze gęste jak pasta nie-aldente. Myśleć, myśleć.
Nie mogę myśleć.
Tym razem trzy trójkolorowe draceny. Dwie piękne i dumne jak ty i twoja twarz.
Nie mogę myśleć.
Ta jedna biedna, pożółkłe liście, białe kokony pajęczaków. Nie wychodzimy. A on, skrzydlaty owad, forma przeobrażona wołka zbożowego, unika celowo mojego niecelnego ciosu incela. Koszącym mija mnie lotem.
Nie mogę myśleć. Zastygam. Syreni śpiew śmieciarki za oknem ciągnie na dno.
Nie, nie, śmieciarka była wczoraj. Dziś jak Lot, bez żony.
Dobrze, że mam was – skrzydlaty owadzie i ty, prężący ciałko rybiku łazienkowy.
Siedzę w domu. Nie mogę myśleć. Wczoraj także nie zostawiliście mnie w odosobnieniu:
– A gdzie ty się wybrałeś? – spytałem z rana zabłąkanego w dużym pokoju rybika.
Ten się zebrał. Trzy metry od łazienki, ale trzy ludzkie metry! Mówiłem – zebrał się, nie tak jak ja, kiedy usiłowałem wyjechać. Zdążyć jeszcze, wyprawić się nawet we mgle, a siedzę w domu. Nie mogę myśleć. To było wczoraj, a kiedy tupnąłem, umknął. Uciekła też biel cynkowa.
A on, nie patrząc wcale na mnie, wyginał niespecjalnie przestraszony ciałko w stronę listwy podłogowej. Jesteśmy już oswojeni. A ja?
Siedzę w domu. Nie mogę myśleć, nawet już nie próbuję. Próbuję gier fabularnych:
– Zamów smartfon z abonamentem, trwa wyprzedaż masek.
Ja? Wymyśliłem to wszystko wczoraj. Dziś nie umiem myśleć. A rybik?
W takich sytuacjach usiłowałem przynajmniej skryć się w twoim uśmiechu, Lukrecjo, Alicjo, nie moja niemiecka żono w pikielhaubie lokówek. Nigdy nią nie będziesz. Ani tym bardziej on:
– Na razie udaje nam się wolniej kontrolować przyrosty niż we Włoszech, ale nie możemy założyć, że tak będzie.
Jakoś to będzie. I tak siedzę w domu i nie mogę myśleć o królikach.
Nie wychodzę.
Tak, obserwuję, ale tylko przez okna. Przymierzam się. Może to jeszcze uda się jakoś rozwiązać. Dziś zaglądam autobusom do okien, moje niebieskie marazmy.
Moje, twoje, nasze – z osobna. Nie mogę myśleć. Zastygam.
Udarowa wiertarka na moim piętrze nie czyni już we mnie takiego spustoszenia jak wczorajsze dziwne słowa twojego dziadka Jurka.
Nie, nie wychodzę.
Tak, obserwuję, ale nadal tylko przez okna. Biały bus, człowiek bez czapki. Rybik bez plecaka. A może po prostu go nie dostrzegam, oślepiony samotnością? Zawsze wolałem twoje niemal białe włosy.
Tak, siedzę w domu.
Raczej nie, raczej od wczoraj nic się nie zmieniło. Nie mam wanny.
Dalej trwam i ciągle jestem kampowym czeladnikiem spojrzeń spode łba.
Tydzień drugi kursu mistrzowskiego ukradkowej fotografii nierobionych zdjęć.

 

 

 

Ilustracja: Emilia Ptak-Gwiazda

Emilia Ptak-Gwiazda przerwała studia, aby podróżować. Nie przyniosło jej to pieniędzy. Rysuje od lat. Ostatnio widziała wronę siwą, która w dziobie trzymała opakowanie po margarynie Delma.