Marta Mitek – wiersze

pora kamienia

a gdyby tak nie trzymać się ziemi,
zostawić poletko, odległe dźwięki piły.
są drogi do wyboru:
pieskiem przez rzekę
albo w górę brzucha,

co wy byście zrobiły?

zaczekały na wołanie w sieni,
komendę, echo dzikich gęsi —
na tym etapie: cokolwiek.

ja, zanim się zbiorę,
jeszcze zaścielę dla uśpionych dymem,
jak drapieżne ptaki ułożę na piersi
otoczaki ciepłe od cudzego dotyku

ślina jest zawsze bliżej

po tym, jak przeprowadziłam adopcję serca
dla rzeczy, świata i wszystkiego, co było
nasze lub nam szykowane —
został gołąb.

gołębiu,
naucz mnie srać na lęk i rozczarowanie,
bo na razie zapędzam wrogów w głąb siebie.
troski noszę sobą na ubraniach,
na ustach,
tam,
gdzie jedno ciało się kończy, bez reszty

rzecz najbardziej czarowna

nic nie wiem, jak się zajmowaliśmy ciałami.
kierunek do pępka — czy tak było dobrze?

cokolwiek robiłam, może zostać powtórzone.
ani stabilizacja,
ani docisk, dostatek,
ruch rozwijający,
nic nieprzypisane jednemu.

pewnego dnia wszystko dojrzeje
wreszcie będzie z nas użytek

 

muszla w sobie

jak inaczej można wystać na jednej nodze,
niż patrząc do siebie? w myślach
trafiam na bagna. łopatki zlewają się
na plecy.

pierwszy dźwięk poranka: pływy oddechu
jestem echem w studni
i nazywam to życiem

było warto

w spodnie wsiąka rozlane.
było warto, przez chwilę
(ciepło i wilgoć na podołku)

leje się piękny żal jak rzeka
łączy się, nie patrzy w dół:

oto pęka napięte na przyszłość.
ja wytrę, wystarczy

Ilustracja: Emilia Ptak-Gwiazda

Emilia Ptak-Gwiazda przerwała studia, aby podróżować. Nie przyniosło jej to pieniędzy. Rysuje od lat. Ostatnio widziała wronę siwą, która w dziobie trzymała opakowanie po margarynie Delma.