Martyna Żak – Twarze, maski, maseczki

 

O godzinie 16:04, dokładnie dwie minuty i czternaście sekund po zamknięciu służbowego laptopa, usłyszała pukanie do drzwi. Zdziwiona, że to pewnie ktoś mieszkający w tej samej klatce – bo wcześniej nie zadzwonił domofonem – poszła otworzyć drzwi. Zobaczyła w nich niestarego mężczyznę, plus minus trzydziestopięcioletniego, całkiem przystojnego (wzrost około metr osiemdziesiąt, ciemne i krótko strzyżone włosy, śniada cera i oczy, których koloru nie mogła określić z takiej odległości i w półmroku, ale tak delikatnie ukośne i ciepłe, że nie sposób było oderwać od nich wzrok), pod prawą pachą trzymającego sporej wielkości paczkę.

– Dzień dobry, a właściwie dobry wieczór. Kurier zostawił u mnie paczkę dla Pani.

– Przepraszam, ale jest Pan…

– Sąsiadem. Mieszkam obok od trzech miesięcy – sprecyzował, wyciągając w jej stronę przesyłkę. Wtedy też zorientowała się, że paczka była już wcześniej otwierana, a ten, kto to zrobił, nie wysilił się nawet na ponowne jej zaklejenie.

– Dziękuję.Dlaczego paczka jest otwarta?

– Bo pozwoliłem sobie ją otworzyć.

– Przecież wiedział Pan, że przesyłka jest dla mnie.

– Owszem, wiedziałem; byłem jednak ciekaw, co pani kupiła – odparł krzyżując dłonie za plecami – swoją drogą, bardzo interesujące maseczki. Skąd je pani zamówiła? Sam muszę pomyśleć o czymś trwalszym niż te supermarketoweza kilkadziesiąt groszy.

– Nazwa sklepu widnieje na przesyłce. Nie uważa pan, że to, co pan zrobił, to ingerencja w moją prywatność? Że jest to co najmniej nie na miejscu?–mówiła, z każdym słowem obniżając ton głosu, jak to miała w zwyczaju w momentach frustracji. Nie umiała ukryć zdenerwowania.

– Nie uważam. Paczka znalazła się w moim mieszkaniu, więc pozwoliłem sobie ją otworzyć. Zresztą, to tylko maseczki, nic osobistego.

– Ale to moje maseczki – odparła coraz bardziej wzburzona. – A panu nic do tego.

– Proszę się tak nie denerwować. Muszę zadać pani pytanie, które nie daje mi spokoju: na co pani aż siedem maseczek? Inna na każdy dzień tygodnia?

– Jeśli już, to każda na inną okazję. Widział pan tę czarną z połyskiem? Ona jest do pracy.

– Przecież pracuje pani zdalnie…

– Skąd pan to wie?! Przecież się nie znamy.

Nie znamy się, ale dzielą nas cienkie ściany, przez które słyszę codziennie budzik punktualnie o 7:20, następny o 7:25 i ostatni o 7:30, a około 7:32 pierwsze kroki. Około 8:00 następuje cisza; jakieś dźwięki słychać dopiero w okolicach 12:30, w czasie przerwy na lunch. Później znowu cisza, aż do 16:00. Zgaduję, że nikt, kto nie pracuje z domu, nie ma tak ułożonego schematu dnia – słysząc to, otworzyła szeroko oczy, w których biły się zaskoczenie i przerażenie. –Skoro więc ustaliliśmy, że pracuje pani zdalnie, na co pani maseczka do pracy?

 

 

 

– Liczę na to, że kiedyś w końcu wrócę do biura, i nie zamierzam wtedy chodzić w źle dobranej maseczce. Do pracy będzie czarna, bo jest skromna, ale połysk dodajejej delikatniewyróżniającego efektu; jest schludna, elegancka, a poza tym czarny potrafi dopasować się do każdego innego koloru. Zupełnie jak…

– Pani, dopasowując się do każdej sytuacji, którą nakazują ci wyżej? – przerwał jej.

– …jak biały. To moja druga maseczka do biura. Ta jest bez połysku, ale niech pan dotknie tego materiału – miał pan kiedyś w rękach coś bardziej elastycznego?

– Muszę przyznać, że faktycznie, tkanina jest bardzo rozciągliwa. Nie martwi się pani, że biała maseczka będzie się łatwo brudzić?

– Będę o nią dbać. Wszystko, co białe, łatwo się brudzi, więc trzeba uważać. Zwłaszcza w pracy.

– A ta w we wzory geometryczne?

– Ta jest do załatwiania wszelkich spraw istotnych. Banki, urzędy, rejestracje, wie pan o co chodzi.

– Szczerze mówiąc, ten wzór niezbyt mnie przekonuje. Jest jakiś taki… nieprzyjemny.

– Bo takim też należy być we wszelkich instytucjach! A jednocześnie konkretnym i precyzyjnym, jak te trapezy i trójkąty.

– W takim razie, na jakie okazje jest maseczka z cytatem z Bukowskiego?

– Nie wierzę, że zna pan Bukowskiego! Jestem pod wrażeniem – poruszyła się nie na żarty. –Ta będzie na spotkania rodzinne: wie pan jak to jest, kiedy gdzieś pomiędzy dokładką ziemniaków a szarlotką pojawia się temat polityki i rozpoczyna się zawzięta dyskusja krążąca wokół ekonomii, religii, medycyny i wszystkich innych dziedzin, o których nie mamy pojęcia.

– A cytat mądrego człowieka ma pokazać, że jest pani osobą oczytaną i elokwentną?

– Dokładnie tak.

– Bardzo sprytnie; przyznaję, że sam bym na to nie wpadł, ale bardzo podoba mi się pomysł. Chociaż wydaje mi się, że ja na spotkania w rodzinnym gronie wybrałbym chyba tę w paski.

– A to dlaczego?

 

– Wie pani jak to jest, kiedy, zazwyczaj gdzieś pomiędzy rosołem a drugim daniem, jeden z reprezentantów starszego pokolenia przypomina sobie, że syn jego sąsiadki niedawno się ożenił, wybudował dom, kupił trzy nowe samochody i oczekuje dziecka; i mówi to wszystko tylko po to, żeby zaraz zadać niezręczne pytanie o to, kiedy wreszciemyzamierzamy się w życiu ustatkować.

– A co mają do tego paski? – zapytała.

– Paski są regularne, ułożone; takie, jakie miałoby być nasze życie w oczach innych.

– Cóż, jeśli naprawdę tak wyglądają spotkania w pańskiej rodzinie, mogę jedynie współczuć. Moja zdecydowanie woli rozmawiać o sprawach rangi narodowej, nie wchodząc na grząski teren kwestii prywatnych. Ale… dodała po chwili namysłu może mogłabym wykorzystać ją na spotkania ze znajomymi? Przyznaję, że widząc się z kimś raz na kilka miesięcy i słysząc o kolejnych osiągnięciach zarówno prywatnych, jak i zawodowych, czuję się co najmniej nieswojo.

– Porównuje się pani do przyjaciół? – bardziej stwierdził niż zapytał.

 

 

 

– Staram się tego nie robić, ale nie za bardzo mi to wychodzi – odpowiedziała, mimowolnie spuszczając wzrok.

– Ja uważam, że na spotkania ze znajomymi powinna pani zakładać tę złotą. Przyciąga uwagę i dodaje pewności siebie – na jego twarzy zagościł lekki uśmiech.

– Dokładnie taki był mój zamiar! Złota będzie na spotkania towarzyskie, na których trzeba się wykazać dowcipem i błyskotliwością. Pasuje idealnie!

– A czerwona maseczka?

– Czerwona jest na randki – odparła bez zastanowienia.

– To dlatego, że czerwień jest kolorem miłości? Że kojarzy się z sercem?

– Raczej dlatego, że jest kusząca i zarazem tajemnicza; działa jak czerwonapłachta torreadora i czerwone światło na skrzyżowaniu. Ale owszem, po dłuższymnamyśle miłosna interpretacja również wydaje mi się odpowiednia.

– A co się stanie, jeśli przy jakiejś okazji pomyli pani maseczki i, dajmy na to, założy tę we wzory geometryczne do pracy?

– To raczej niemożliwe. Pewnie zauważył pan, że jestem dobrze zorganizowana i zawsze dbam o to, żeby mieć ze sobą tę właściwą. Zresztą, z maseczką jest jak ze stosownym ubiorem: od dziecka uczono mnie, żeby w zimie zakładać rękawiczki, a latem zakrywać głowę kapeluszem. W dorosłym życiu uczę się, by do każdej sytuacji dobierać odpowiednią maskę.

– A kiedy zakrywanie twarzy przestanie być obowiązkowe– co pani wtedy zrobi? Wyrzuci wszystkie maseczki i pokaże światu jedyną twarz?

Ilustracja:  Emilia Ptak-Gwiazda

Emilia Ptak-Gwiazda przerwała studia, aby podróżować. Nie przyniosło jej to pieniędzy. Rysuje od lat. Ostatnio widziała wronę siwą, która w dziobie trzymała opakowanie po margarynie Delma.