sidorek_EPG

Mateusz Sidorek – Rób tak, żeby nie bolało

Budzik zaczyna grać o 5:45. Zapowiedź poranka jak wstęp do jazzowej solówki. Moja mała, burgundowa trumienka – tak sobie myślę o moim pokoju zaraz po przebudzeniu. Farba z Leroy Merlin rzeczywiście miała taką nazwę – wino z Burgundii. Miało być jak u Almodóvara. Póki co większość gości jednak uważa, że jest trochę jak w burdelu.

Grzanki z serem i kawa z kawiarki. Drapanie w gardle i pełny pęcherz. Odwieczne pytanie o to, czy najpierw zapalić, czy też wziąć prysznic. Szukam książki na dzień dobry. Za każdym razem zauważam, że niektórych tytułów brakuje. Kilka przybyło, nie moich. Perełki zostały, tych nigdy nikomu nie pożyczam. Ale są też braki odczuwalne. Dajmy na to Kundera, wyniósł się kilka miesięcy temu – wtedy jeszcze myślał, że to tylko krótkie wakacje – do tatuażystki, która mieszka, czy też mieszkała przy placu Grzybowskim. Nie wrócił. Obydwoje nie wrócili. Nie wyszedłem jednak stratny. Te same wytatuowane dłonie z domu dziadka przemyciły mi wydanie „49 opowiadań” Hemingwaya z 1964 roku, starsze od moich rodziców. Nawet kilka zakreśleń seniora się zachowało. Wychodzi na to, że już ze mną zostanie. Na miejscu dziadka bym się obraził na wnuczkę, co obcym wariatom rozdaje klasyki. Chyba w Charlotte się wymieniliśmy. W sierpniu pożółkłym od słońca, jak ten papier, który przeżył już ponad pół wieku. Zaglądam i sprawdzam, czego jeszcze nie ma, ale kawiarka zaczyna ujadać i szczekać.

Sprawdziłem na Instagramie. Mieszka teraz w Wielkiej Brytanii. Jej matka chyba na stałe żyje w Londynie. Pamiętam, że bardzo lubiła tequilę, szczególnie w margaricie. Lubiliśmy leżeć w parku i zawsze byliśmy bardzo zmęczeni, chociaż nie przekroczyliśmy jeszcze trzydziestki. Wyciągaliśmy się na leżakach i skręcaliśmy papierosy w winogronowe bletki, słuchając Nicka Cave’a. Zawsze robiliśmy tak, żeby nie było dzieci. Za pierwszym razem po prostu składałem jej łóżko. Nauczył mnie dziadek, który był stolarzem. Powiedział, że liczy się pewna ręka, a książki na niewiele się przydadzą. Miał trochę racji. Ona powiedziała – rób tak, żeby nie bolało.

Jeszcze raz. Rób tak, żeby nie bolało – myślę, kiedy otwieram oczy. Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz wyszedłem z domu. Kiedy po raz ostatni byłem w knajpie. Ściga mnie Japonia. Najpierw myślę o ramenie, który chodzi za mną od tygodnia. Potem myślę o hikikomori. Znów patrzę w stronę półki z książkami.

„Od twoich niań” – dedykacja na pierwszej stronie „Małego Księcia”. Prezent od grubej i cycatej starej panny z wielką naroślą na nosie, która się mną zajmowała. Wtedy jeszcze nie rozumiałem, jak można być starą panną i mieć cztery córki. Wszystkie opiekowały się mną na zmianę. Krótko ścięte dziewczyny przekazywały mnie z pokoju do pokoju. Klekotały śmiesznymi butami po posadzce. Każda miała krzywy nos i mówiła trochę tak, jakby ktoś ją dusił. Kiedy się denerwowałem, zwalniałem je jedną po drugiej. Siadałem i mówiłem – zwalniam was. Stąd się to wzięło, mały książę. Śmiały się głośno, mówiąc, że mam piękne oczy, ale zarobię kiedyś w mazak. W mazak – czyli w gębę. Nigdy nie dały mi piwa. Zawsze tylko spijałem pianę. Mogłem kilka razy się zaciągnąć papierosem. Mój kaszel dawał im radość. Bo chłopców nie zawsze trzeba traktować serio.

Czasem pojawiali się mężczyźni, ale nie mogłem się z nimi spotykać. Czytaliśmy z dziewczynami książki, gdy za ścianą ktoś mówił – rób tak, żeby nie było dzieci. W końcu przyszli ludzie z bardzo poważnymi minami i mnie zabrali. Dzień wcześniej zdążyłem ugryźć jedną z dziewczyn w cycek i do dziś mnie to bawi.

Pijemy znowu wino w tym moim burdelu. Dziewczyna ma duże piersi i krótkie, burgundowe włosy. Pachnie tanim szamponem i klekocze w korytarzu klapkami. Ma nierówno pomalowane paznokcie u nóg. Wiem, że trzeba robić tak, żeby nie było dzieci; robić tak, żeby nie bolało. Jesteśmy dorośli, nie zabiorą nas poważni panowie.

Ilustracja: Emilia Ptak-Gwiazda

Emilia Ptak-Gwiazda przerwała studia, aby podróżować. Nie przyniosło jej to pieniędzy. Rysuje od lat. Ostatnio widziała wronę siwą, która w dziobie trzymała opakowanie po margarynie Delma.