drobiazg3

Mirka Szychowiak – wiersze

Cicho, ciszej

 

Moje ciało nie chce ze mną rozmawiać. 

To kara za brak adoracji. Nigdy nie byłam

podekscytowana, że je mam, że takie,

od początku tylko moje, że kocham.

 

Widzę, kiedy wychodzi każdego dnia

a potem wraca. Lżejsze, odwodnione

i coraz cichsze. Ja, pełna kości i żył

nie mam odwagi się nim okryć.

 

Boje się, że go nie wystarczy na mnie

całą. Czegoś nie zasłonię, nie ochronię.

Trudno dopieścić siebie niezupełną

I kłamać o przejściowej rozsypce.

 

Przecież ono kiedyś już nie wróci.

 

 

Poczta


Piszesz droga Marianno: zostałam
sama. Z listu wynika, że powinnam
niezwłocznie zaangażować się
w twoją samotność, co oznacza
rezygnację z własnej, oswojonej
już na tyle, że nie odczuję różnicy.

Co mam powiedzieć, kiedy wczytuję się
w kobietę wewnętrznie martwą z powodu
katastrofy, która przytrafiła jej się nagle.
Nie wie, co z tym zrobić. Może nie umie?

Pisze, że chce do mnie przyjść, a raczej
przychodzić. To nie jest dobry pomysł.
Obie – będziemy świeżymi grobami
na nowym cmentarzu, wciąż surowym,
bo zima i nic tutaj jeszcze nie kwitnie.

Jeśli nawet usiądziemy razem przy stole,
będziemy coraz bardziej same, żadna
niczego z siebie nie wymaże, nie dopisze.

Życie to ostra pojebalnia, Marianno
– z życiem się nie cackaj, ono z tobą
nie bawi się lalkami, bo dawno już
z tego wyrosło.

Naucz się pustki, to może być
najlepsze, co cię spotkało.

Lepiej


Chcę być kimś jeszcze oprócz siebie. Czegoś
mi brakuje w tym związku sam na sam. Może
kota, który zna lepsze miejsca, gdzie można
się wdrapać i schować. Dobrze bym się czuła
w wodzie, z jakąś niezbyt mięsożerną rybą,
niewidoczną na dnie, wtopioną w muł.

Dziwny stan, gdy nie chcesz się starać na
swój temat i musisz szukać innych wcieleń.

Myślisz wtedy: mogłabyś być czymś,
co niekoniecznie się rusza, ale jest żywe
i widzi, myśli, ma swój język, dom i mały
kawałek ziemi, gdzie nikt nie wejdzie
bez pytania. Ta noc, jakiś półprzytomny
sen, podrzucił mi kilka pomysłów.

Kartkuję je niecierpliwie, ale tam jest
za dużo mnie, za dużo moich słów.

 

Ilustracje: Julia Deptuła. 

Julia Deptuła, urodzona w 1992 roku absolwentka malarstwa Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu, traktuje siebie jako aktywny papier. Buduje różne doświadczenia na życiu, by móc rozszerzać perspektywę, która zależy od wewnętrznych lokalizacji. Przekazuje piękno na ruch, szuka dla nich drgających figur. Z religii abstrakcja – z człowieka atrakcja. Finalistka przeglądów malarskich Świeża Krew, Nowy Obraz, Fundacji Eibisch oraz laureatka nagrody Olsztyn Street Art za wykonany mural Bardzo mało spraw ma wielkie znaczenie. Najwięcej wystaw robi na samym życiu. 

www.instagram.com/lulolujki