przewodni LAPACZ SNOW

Ola Kołodziejek – cztery wiersze

 

supermgła

powstały z popiołu włosów i głosu pan
doktor przekazuje mi we wnętrzu tabletki
srebrną supermgłę. stalowy chłód łykam jak łzę
ledwie trącając utkwione w wyrwach słowa. pisz
jak czujesz – dźwięczny dzwoneczek złotej rady. czuj
jak piszesz – wdzięczne zakładanie sukienek
tyłem na przód. poszarzała kropla zagarnia we mnie
odcinek po odcinku

nie jak wodospad, ale jak pies znajomych
co tu pomieszkiwał. obcy przybysz bez mapy, prócz imienia
nosił puste snucie po cudzym mieszkaniu, królestwo

za jego głos, gdy przemawiamy w jego imieniu,
kiedy oddajemy mu głos naszymi słowami

 

 

cylinder

przejrzysta plama najlepszym przyjacielem od małego
jak nie przymierzając cylinder i cegła

ale zdrada koczuje pod mostem cylindra i obstawiając rogi
kantuje rogatki. prościej było instalować czujniki w akwarium
gupików i dzieci. zawsze w gotowości by wywabić plamy
na pożarcie tego kto stoi najbliżej

nie dajmy się dziś zwieść słowom. to co nas uwodzi otwarciem
lawiny, zwodzi waleniem w sedno szczerozłotym piachem.
cylinder wypada nosić jak hełm albo czapkę. wyrastać tylko z czapki,
z cylindrem urastać do rangi problemów, wypadać z obiegu, zataczać
w przedsionkach. zawiązywać związki na sznurku po cegle

najwyżej powie: trzeba było stanąć
najniżej zamiast karmić sercem
tego psa

 

 

monodram

z onlajnu po angielsku. przepraszam, ale wyczerpały mi się
wszystkie szklanki do połowy pełne i sposoby na dialogi
o wodnistym pochodzeniu, a ciągle tak bardzo
chce mi się pić

te pomysły jak studnia: może by tak pomówić
duchami zamieszkującymi nas? – ostatecznie
nie wynurzam się z propozycją, za to w szybkiej przeprowadzce
upatruję miejsca, gdzie ożywcze upijanie
z jak palec samiutkiego czubka

i plan: pod upstrzonym szarzejącymi bezpiecznikami
niebem zadomowić się, mieć coś na kształt, à la
własny pokój. lustro i ciche rozmówki
pomiędzy ściankami. nawet jeśli to były tylko
przymiotniki

z tego miejsca przemyślać tych
do których dzwonienie w parapet
całkiem naturalne, jak niewystępujące już w tej części
letnie kataklizmy

ostatecznie nie wyciąć żadnego numeru
mimo, że tak okropnie chce się to wybębnić

zaplanować monodram we wnętrzu
bocznej nawy, tej z wejściem od tyłu

 

 

łapacz snów

gdybyście były liście dziecięcym przysmakiem
chrupałybyście jak orzeszek w fioletowej
skorupce. ale to już któryś grudzień, w czapce
noszę szron, a wy chrzęścicie pod butem
jak kostki kurczaków lub to słowo w zębach

wylinki duchów przez które przechodzę
niosąc termiczny kubek po kawie, bo to spacer,
zamarzają we mnie hipnotyczną poświatą
ciało opuszczonych spodni i ciało porzuconego
kota stają mi na drodze lecz zostają w miejscu

w którym mnie zastały. w pustym kubku urządzam
łapacz snów, wszak w końcu
cudem wpadam na miejsce gdzie blizna
po tatuażu szkli się i brzmi
jak struna o najbielszym głosie


hałasujecie (liście) jak nie z tego świata
macie kolory które nie istnieją.
doniesiona szczęśliwie do ciepłego wnętrza
kolekcja duchów obsiada mi wszystkie
białe miejsca w ciele

polowanie wygląda na szalenie udane

 

 

Ilustracje: Magda Jaworska (hafty!)

Magda Jaworska: rocznik 1978, z wykształcenia architekt krajobrazu. Rysuje, tworzy kolaże i ilustracje, haftuje makatki. Zadaje pytania by znaleźć plastyczną formę odpowiedzi. Prowadzi warsztaty plastyczne dla dzieci i zajęcia z haftu dla dorosłych.