PSikora_ilustracja-EPG

Patrycja Sikora – wiersze

 

bieg przez płotki

nie musisz się bać ― już przestali pisać na piasku

modlitwy do pszczół, a ja buduję nam klasztor

bo zrozumiałam, co kiedyś mówili rodzice.

policzyłam wszystkie dni, do których dawniej

strzelały z procy inne dziewczyny i nagle ty:

moja Annie Leibovitz. mówisz, że przecież wiesz wszystko,

jednak chciałabym powiedzieć ci kiedyś coś więcej

niż gęsią skórkę, pokrzywy i ukąszenia zaskrońców.

 

„kocham cię” jest tylko epidemią sinic,

zanikiem mięśni i zwarzonym mlekiem.

to tak bardzo za mało i trochę wstydzę się,

że nie wstaję i nie wyznaję naszej wiary,

bo bóg sam sobie siebie wymyślił.

 

wszyscy myślą, że kłamię, że zakwas

 jest tylko na chleb albo po biegu przez płotki.

 

smutni ludzie kochają bezpiecznie, a ja

mam z tobą wychowanie fizyczne.

 

wołanie z pustych mieszkań

i co z tego, że nie chodzisz w czerwonych sukienkach,

nie jesteś wegetarianką, obcą komuś matką,

biegasz tylko po czarnej ziemi,

na której słońce spaliło małże. piszesz wiersze,

których ci zazdroszczę i śpiewasz, że w ciemnych lasach

zwykle gubi się miłość, rozsypują słowa na duktach

pustych tylko z pozoru, bo przecież

 na ten dramat patrzą młode zwierzęta.

 

i co z tego, że jestem przy tobie

skorupą ślimaka, opuszczonym domem

z wybitymi oknami gdzieś w Missouri:

ktoś zostawił na stole chyba rosół, chyba nawet

byłaś to ty.

 

i co z tego, że bywa różnie, kiedy i tak jest pięknie, bo

kruszone szkło z twoich ust wstawiono w okna przyczep.

weekendowy bilet na tramwaj, który mylę z rocznym

karnetem na basen. duszę się chlorem i gryzę wargi,

bo boję się, że ktoś nas tylko naszkicował

ołówkiem 6H: cienka niebieska linia ―

inżynierowie bez kasków już się poddali.

 

i co z tego, że zdarza nam się fight club:                                          

na gołe pięści walczymy zazwyczaj w środku tygodnia ―

to dobra pora na złe rzeczy, na przykład na umieranie

albo kazirodztwo.

 

i co z tego, że do domu wpadł nam grad, 

skoro korniki wciąż grają w berka, a drewno jest żywe.

bierzemy trzy głębokie wdechy, po cichu liżę ci skroń

i nie pamiętam, że było jakieś trzęsienie ziemi.

 

razem

chcę tłumaczyć im z tobą świat ―

pęknięcia w glinie i siniaki na udach,

dlaczego mróz szczypie skórę i

sąsiad bohater jest dzielny po wódce ―

dzień święty święcił.

chcę ścierać żywicę z kory i zostawiać

lepki ślad na twoim kciuku,

opowiadać czerstwy chleb, zrogowaciały

naskórek i powiększone węzły chłonne.

rosa i rzęsy to moi tłumacze przysięgli.

w sadzie dojrzałych jabłoni

weranda na kamforę, prawnuki i wózek inwalidzki.

 

 

 

Ilustracja: Emilia Ptak-Gwiazda.

Emilia Ptak-Gwiazda przerwała studia, aby podróżować. Nie przyniosło jej to pieniędzy. Rysuje od lat. Ostatnio widziała wronę siwą, która w dziobie trzymała opakowanie po margarynie Delma.