IMG_5419

Paulina Pidzik – wiersze

 

(pisklęta)

 

pamiętasz siostro jak próbowałyśmy ocalić chore pisklęta?

dawałyśmy im imiona ciepło kaflowego pieca czułość dłoni

wkładałyśmy w usta krwawnik i pokrzywy

 

umierały ale nigdy nie widziałyśmy ich zimnych ciał

chował je ojciec 

obok grobów kociąt starego psa i kur którym jastrzębie wyrwały dusze

 

wiesz gdzie jest to miejsce? 

ojciec milczy o nim

 

tam skończą się nasze historie

 

 

(poznanie) 

 

rozpoznajemy w naszych zwierzętach choroby po imieniu

przywołujemy podchodzą od strony lasu ciemne mętne źrenice 

jak u dotkniętych złym wilków jeszcze niewidoczne 

dla dłoni jeszcze niedostępne dla oczu 

precyzyjnym ostrzem jak siekierą zabierają 

po kolei 

 

bosymi stopami wchodzimy w pobożny rytuał

budzimy się nadzy bez obcych pożyczonych skór rozkładających się  

poranionych ciał 

 

już nic nie odróżnia nas od piskląt

jesteśmy tylko drżeniem 

 

(prawo lasu)

 

prawo tego miejsca jest proste

 

ciała należą do ziemi wyłowione spod kry złe 

sny rzeki dusze kur jastrzębi 

 

próbujemy przełamać różowy opłatek karmić 

hostią zwierzęta wyrwać ze szponów tego kręgu choćby 

przez pierwszeństwo cięcia choćby przez pierwszeństwo 

krwi jarzębatkę zanosimy do gniazda już zamgloną ciepło 

szybciej uchodzi z ciała niż ręka dotyka noża

 

pamiętaj co zabiera las to lasu

 

 

 

 

 

(szczepienie)

 

dopiero gdy światło dotyka ran 

widzimy blizny na gruszy jak ślady 

po szczepieniach na naszych chudych ramionach

zakorzeniają się rosną z kruchymi ciałami

 

jesienią znów zrozumiemy sens 

nacinania skóry kory nadgarstków głęboko 

za tłuste lukasówki ciężkie klapsy 

drobne ulęgałki 

 

namaszczamy nienarodzone 

chłodem szczepimy ziemię przyjmujemy obce

 

 

(najświętsza)

 

obserwujemy obiegi rozcięte 

palce kładziemy na języku z ran płynie 

krew miesza się ze śliną krzepnie 

powoli zastyga w ciepłym ciele wchodzi 

w jego szczeliny wnika w strukturę 

 

na cierpkie usta przychodzą nam słowa o najświętszej 

krwi która wytrysnęła z przebitego brzozowego 

boku jak woda jak nasza ślina podobno ma moc uzdrawiania  

 

ziemia wciąż krąży pochodzi pod 

krawędzie pod opuszki wciąż nieuleczonej ze śmierci 

skóry wsiąka w kruche miejsca blizn zamyka w krwiobiegu prochów 

 

dzieli pomiędzy nas nierówno 

niesprawiedliwie 

 

 

Ilustracja: June Michalczasso.

June Michalczasso – Absolwentka Architektury Wnętrz krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych i tegoroczna absolwentka Katedry Mody na warszawskiej ASP. Projektuje ubrania, ale najbardziej uwielbia projektować tkaniny. Maluje dziwne obrazy, których nie lubi, i bazgrze rysunki, które kocha.