IMG_5135

Piotr Szczepański – pięć wierszy

moja złośliwość

udajesz wiatr albo zasłaniasz mnie
cherlawą piersią od podmuchów

twoja metka pod szarą kratą
jest prawie czarna
ideałem jest całkowicie przepocony napis HM

pokój dla baletmistrzów
waruj tu
w nim cię trzymam
na uboczu z dostępem do okna

daleko od obcych twarzy
aplikuję trochę wody strzykawką
bierzesz parasol
robiąc z tego problem
i zostajesz

potem uciekasz myślami do królowej
wszystkich uzależnień
zmarszczonej i żwawej
matki
mieszkanki parteru na kurzej łapce
oby ci było dobrze u niej na śliskim parkiecie

 

                                Wszak to Witkacy mawiał: Pokaż mi twoje wycinki,
                                a powiem, kim jesteś.

wyznania nosiciela

„Widzisz go, taki mały, a bryka”.
Czy mam o niego dbać,
czy zaniedbywać czynnie?

Czerwone światła na zewnątrz
podpowiadają jak wysoko unieść kadłub
i wzlecieć nad własną marnością.

Zasuszony pan potwierdza,
że po osiemdziesięciu czterech latach życia
nie jest łatwo słuchać płaczu mężczyzny-dziecka.

„Czy to ja mam wciąż przypominać,
że długopis starczy na jeden dłuższy wiersz?”
Pilnuj tego chłopie. Inni czekają w kolejce.

Czekanie obdziela wszystkich po równo.
Czekanie ma nawet twarz chłopca
upstrzoną piegami i ciągle zbyt młodą.

Na ósmym piętrze
Centrum Onkologii
nerwowo gwiżdże tylko wiatr.

 

 

Stary samochód….

znaleźliśmy ten stary opuszczony samochód w zaroślach rozbity
znów pojechaliśmy sześćdziesiąt kilometrów na godzinę do Kalifornii
po drodze zabieraliśmy autostopowiczów
głodnych, rannych, biednych, szczęśliwych
spragnionych miłości
(czy któryś z nich miał w ręku piłę spalinową?)

figi o tej porze roku pękały już i spadały
żółte czerwonym wnętrzem zawadzając o nasze zęby
nasiona rozwierały szczęki i nurkowały w ziemię
wystrzeliwały w deszczu smukłymi hologramami drzew
marząc o nowym życiu

Vikki (bo tak zwała się ona lub on):
„nie rozumiem cię przybłędo mojego serca i uniesień
zanim zagłębisz się w moje ramiona
co nie nastąpi szybko
nie pokona nas żaden potwór ani nie zwiedzie
żadna bajkowa syrena ani szaleniec-podróżnik”

chcesz być bohaterem? nauczę się twojego języka
od nowa, popłyniemy przesmykami między skałami co śpią
popłyniemy podaj mi swoją dłoń
nie mów do mnie językiem który rozumiem od dawna
chcę – pragnę pogrążenia w marzeniach

mów do mnie sześćdziesiąt kilometrów na godzinę
pogłaszcz mnie całą i osobno i po kolei
i doprowadź kamienistą wąską ścieżką

 

Annie Lennox wróć

Nalegają te płyty na ciągłe puszczanie się. I Bush i Savage
odkrywane na nowo,
około 24:00.

Wino dotrzyma kroku, nie wątpię.
Młode i głośne, spłaszcza grzbiet w żyłach.

Twardy ebonit nie do zagięcia, starej daty. Użycza pięknego
tonu i głosu.

Przeszłość Annie wychodzi jak na dłoni. Nieudacznie podchodzę, chcę pomóc. Ucieka na wzgórze, niewidoczna w nokturnie Whistlera.

Po co dociekam, skoro zostawiła
pusty futrzany płaszcz.
Skończyła pić i wyszła. Kochała i nie wróci
tak szybko.

Księżyc-spowiednik przykrywa dyskretnie
powieki w grubych łzach.

 

dla zdrowia psychicznego

dosyć szczupła
omówiła szczegóły telepatycznie
przykucnięta nad kałużą
artystyczną duszą postawiła do pionu
tonące zapałki

czerń rurek w dotyku jak skóra
i posmutniałem z tęsknoty za
żabimi udkami i jaszczurkami
z nagich kąpieli w Borach Tucholskich

sobotnim rankiem
pół baru dla siebie
z opcją Wi-Fi
na sesji kanapowej
poprosiła o zdjęcie penisa

Jim Morrison
zniewieściały Paryżem
od pasa w górę już przy kości
patrzył karcąco z plakatu

wyjąkałem koślawo
dlaczego gonię za antytezą legendy
„nie wywijam batem bez sensu
nie zostawiam śladów na skórze”
już mogę żyć według własnych zasad

 

Ilustracja: Aga Gójska

Aga Gójska – ilustratorka i animatorka. Współautorka komiksu „Tak, super!” i „Prace i robótki”. Prowadziła projekt animacji zmysłowej „Brzuchomówcy”. Współtworzy kolektyw komiksowy Dream Team, prowadzi warsztaty, ilustruje między innymi dla „Świerszczyka” i „Zeszytów komiksowych”.