puwalska magdalena tryba

Agata Puwalska – Żółw

 

Śniło mu się, że żółw umarł i Feliks pomyślał, że jak tylko wstanie z łóżka, musi sprawdzić, czy rzeczywiście. Więc kiedy wstał, skierował swoje kroki wprost do łazienki, choć w łazience nie trzymał żółwia, tylko sterty kosmetyków, niezastąpionych w trosce o wygląd, który co prawda i tak do niczego się nie nadawał, ale przyzwoitość należało zachować i przynajmniej pozorować troskę, więc gdy Feliks wstał, udał się do łazienki, żeby przynajmniej umyć zęby i ochlapać się pierwszą, lepszą wodą, być może kolońską, bo nie mógł przecież podchodzić do śmierci z nieświeżym oddechem i potem. Żółw poczeka. Ba, nawet nie musi czekać, bo (zakładając, że nie żyje) nie ma już przecież dla niego czekania i nieczekania, nie ma już czasu, tymczasem dla Feliksa, niestety wciąż jest. Feliks spojrzał na zegarek. To znaczy nie ma – Feliks jest spóźniony, musi szybciej się zbierać, umyć nie tylko zęby, ale w ogóle przeprowadzić w ekspresowym tempie toaletę poranną, a potem włożyć na siebie coś odpowiedniego na dzisiejsze spotkanie, do żółwia, chyba jednak nie pójdzie przed pracą, śmierć wymaga spokoju i powagi, a Feliks się spieszy, żółwiowi nic więcej stać się już nie może, nawet gdyby żył, to i tak jest bezpieczny w terrarium, ma coś do jedzenia i picia, a towarzystwa nie potrzebuje – tylko dlatego Feliks go kupił, przyjaciela wygodnego w utrzymaniu i niezbyt absorbującego, więc i tym razem Feliks spokojnie może go zostawić, choć i tak żółw na pewno nie żyje. Feliks nie miał wątpliwości, bo przecież ta śmierć mu się wyśniła.  Tak w ogóle Feliks w sny nie wierzył, ale w swoje – to jednak tak.

Więc gdy się ubierał starał się nie patrzeć na terrarium, żeby nie dostrzec ruchu albo bezruchu i żeby nie podchodzić do śmierci tak na chybcika, zupełnie niepoważnie, między jednym łykiem kawy a drugim, miedzy wiązaniem butów a podciąganiem skarpet (cholera te też mają dziurę), więc nie patrzył, nie zerkał i tak wiedział, co się dzieje u jego przyjaciela, w tym mikroświecie z trocin. Co prawda Feliks nie miał zbyt wiele doświadczenia w podchodzeniu do śmierci, właściwie tylko tyle, ile przeczytał, obejrzał, właściwie te doświadczenia można było uznać, za raczej abstrakcyjne, bardziej teoretyczne, choć w swej teorii jednak rozległe, ale dopiero teraz miał wszystko zweryfikować w praktyce. Musi się przygotować na śmierć, ale wcześniej musi się jeszcze przygotować na spotkanie, więc włożył płaszcz i owinął szyję szalikiem (często się przeziębiał, a dzień wyglądał na wietrzny), odstawił kubek z kawą na półkę w przedpokoju (później sprzątnie) i wyszedł, zamykając drzwi z uwagą, żeby nie zapomnieć, że je zamknął i później się nie wracać, więc przekręcił klucz, który już nie chodził zbyt lekko, a drzwi opadały, trzeba je było zawsze delikatnie unosić, ale dla Feliksa to nie był problem, więc uniósł drzwi i przekręcił klucz, a potem wydostał się z klatki na zewnątrz, odetchnął powietrzem, mniejsza o to, czy świeżym, chyba jednak nie, bo jesień i smog, a na poboczach błoto, pojedzie samochodem do pracy, dołoży swojego smogu do zbiorowej puli, ale buty zachowa w dobrym stanie, tymczasem powietrze było na tyle rześkie, że nie potrzebował już drugiej kawy przed spotkaniem, a na spotkaniu tyle się działo, że Feliks dostał nadprogramowy zastrzyk adrenaliny i nie potrzebował (wyjątkowo) trzeciej kawy już po, bo właściwie był pełen energii do wydajnej pracy i pewnie wszystko poszłoby dobrze, gdyby nie komputer, który zaproponował mu nową tapetę (czy ci się podoba to zdjęcie) z żółwiami wchodzącymi do morza na jednej z rajskich wysp (podobno istnieją) i gdyby Feliks nie przypomniał sobie o tym formalnym zawieszeniu w terrarium, o tym jednoczesnym życiu i nieżyciu jego przyjaciela (zdjęcie mu się nie podobało, zbyt jaskrawe kolory) i o tym, że musi sprawdzić, jak to jest z jego żółwiem, czy nadal żyje, czy może nie żyje, albo raczej, czy nadal nie żyje, a może jednak ożył,  bo przecież takie sytuacje też się zdarzały. Feliks wiedział, że to sprawdzanie niekoniecznie go ucieszy, choć przecież wynik mógł się okazać sprzyjający, ale co, jeśli nie. Wtedy Feliks sobie pomyśli, że lepiej było nie sprawdzać, utkwić w zawieszeniu, w spokojnym oczekiwaniu, bo Feliks lubił takie zawieszenia, te wszystkie subtelności płynące z niewyjaśnionych sytuacji, że wciąż wszystko jest przed, a nie za. Wszelkie konfrontacje go przerażały. Konfrontacje z ludźmi na żmudnych spotkaniach, konfrontacje na salach rozpraw albo te w sklepie, gdy koniecznie namawiano go, żeby kupił jakąś rzecz, a on wolałby inną, ale zawsze wychodził z tą pierwszą, a później był niezadowolony i musiał przerzucić się na zakupy w sieci. Sieć osłabiała wszelkie konfrontacje (przynajmniej te, które dotykały Feliksa), a Feliks na konfrontacje po prostu nie miał siły. I nie miał też już siły po pracy, kiedy wrócił do domu, po tych wszystkich spotkaniach, zebraniach, po niekończących się rozmowach telefonicznych i pismach, które powinien był przygotować, zamknąć wydrukować i wysłać, ale które ślimaczyły się niemiłosierne, choć termin się zbliżał i trzeba było coś zdecydować, podjąć jakieś kroki, wybrać rozwiązania, ale dla Feliksa to wszystko wymagało zmierzenia się z lub zdecydowania o. A przecież wszystko można było odsunąć, poczekać, na spokojnie rozwiązać w bliżej nieokreślonej przyszłości, gdy wszystko samo się wyjaśni, ułoży, może niekoniecznie po myśli, ale najwyżej myśl się dostosuje do zdarzenia. Feliks zyska trochę czasu, odzyska siły i zbierze się w sobie. A jednak rzeczywistość napierała, napierała w pracy, gdzie ktoś cały czas czegoś od niego chciał, gdzie żadne zawieszenie nie było pożądane, gdzie wciąż walczono o czyn. Ludzie krzyczeli (choć podobno mówili tylko podniesionym głosem) i usiłowali wydobyć z Feliksa jeszcze jedną decyzję, jeszcze jeden dodatkowy gest, jakby od ciągłego ruchu Feliksa, od jego działania i aktywności zależał ruch i działanie wszystkich pozostałych, jakby każda aktywność Feliksa podtrzymywała życie, a bierność prowadziła nieuchronnie do śmierci, do zanikania wszystkich i wszystkiego. Na szczęście nie w domu. Tu rzeczywistość należała tylko do niego. Tu można było wszystko odsunąć, odłożyć, odczekać, tu nikt niczego się nie domagał, nikt sobie niczego nie rościł, wszystko trwało w kojącym zawieszeniu, tu odroczenie stwarzało, a nie niweczyło życie. Feliks wrócił zmęczony działaniem, zbyt zmęczony, żeby jeszcze podejmować jakiś wysiłek, zwłaszcza tak istotny jak stwierdzenie zgonu przyjaciela, choćby nawet ten przyjaciel był tylko żółwiem. Nie, tę chwilę trzeba jeszcze trochę odsunąć, to nie jest dobry moment, Feliksowi potrzebny jest teraz zastrzyk z życia, nie ze śmierci, bo w końcu przez ten cały dzień wszystkie aktywności dosyć skutecznie życie z Feliksa wypompowały. Położy się, zaśnie, sprawdzi, gdy się obudzi, ten jeden dzień niewiele zmieni, po prostu Feliks przedłuży żywot Teofila, przynajmniej w swoim umyśle.

Śniło mu się, że żółw ożył i Feliks pomyślał, że jak tylko wstanie z łóżka, musi sprawdzić, czy rzeczywiście. Chociaż i tym razem Feliks nie miał wątpliwości, bo przecież to życie mu się wyśniło, co prawda tak w ogóle, to Feliks w sny nie wierzył, ale w swoje – jednak tak. Więc gdy wstał, skierował swoje kroki wprost do łazienki, choć w łazience nie trzymał żółwia, tylko sterty kosmetyków, niezastąpionych w trosce o wygląd, który co prawda i tak do niczego się nie nadawał, ale przyzwoitość należało zachować i przynajmniej pozorować troskę, więc gdy Feliks wstał, udał się do łazienki, żeby przynajmniej umyć zęby i ochlapać się pierwszą, lepszą wodą, być może kolońską, bo nie mógł przecież podchodzić do życia z nieświeżym oddechem i potem. Żółw poczeka.

Ilustracja: Magdalena Tryba

Magdalena Tryba – ur. w 2000 r. w Tarnowie. Absolwentka Zespołu Szkół Plastycznych w Tarnowie na specjalizacji tkanina artystyczna. Laureatka konkursów, m.in.: Międzynarodowego Triennale Grafiki w Cieszynie (2018), Rysunek Satyryczny, Komiks i Animacja Filmowa w Warszawie (2018). Uczestniczka wystaw zbiorowych, m.in.: Artyści z Tarnowa Generacja 2.1 w BWA Tarnowie (2018). Autorka wystawy indywidualnej Obserwatorium, Tarnów (2016).