śniegocka -komsta aleksandra hołody miłosz

Dominika Śomi Śniegocka – Rytuały wody

 

1. wiry
Śniły mi się dziś wodne portale, takie wiry w morzach i oceanach, które okazały się być odpowiedzialne za zaginięcia ludzi, różnych istot. Jeśli cię porwie taki wir, to podobno gubisz się w czasie, zawieruszasz się. Pamiętam w tym śnie, że morze znajdowało się za czerwoną zasłoną. Byliśmy w domu znajomego, z którym lata nie utrzymuję kontaktu, który gdzieś zniknął jakiś czas temu. Pamiętam, jak zasłona powiewała, jak zbierało się na burzę. Ktoś ją odsłonił szybkim ruchem i weszliśmy przez okno na plażę. Widzieliśmy na własne oczy te wiry wodne. Podchodziliśmy blisko, deszcz padał w poprzek, szczekały psy.
Śniły mi się dziś wodne portale, mimo że śniły mi się już wczoraj i wirowały równie intensywnie, to wcale nie potrafiłam zrozumieć, że śnię. Co mogłabym zrobić z tym morzem, z plażą, z tymi wirami, gdybym wiedziała? Znów patrzyłam na nie jakby pierwszy raz, obserwowałam wodę zahipnotyzowana jej okrągłościami. Pojawiło się wtedy we mnie, w tym śnie dziwne pragnienie. Próbowałam je ukryć przed samą sobą, nieustannie wypływało jednak na powierzchnię, jak coś lekkiego czego nie da się zatopić, nieznośny kawałek plastiku, folii. Patrząc wtedy na tę szaloną wodę, zapragnęłam być przez nią porwana. Chciałam się zgubić w wodzie, rozpuścić.
Dziś znów śniły mi się wodne portale, we śnie byłam sama i nazywałam je tornadami. Stałam z mocno zaciśniętymi powiekami, mówiłam wodzie, żeby mnie zabrała.
Pamiętam, jak kobieta bez oczu leży w łóżku, w jej oczodołach jest morze, potrafię zobaczyć wysokie, dzikie fale, stoję na brzegu powiek.

 

2. kobieta bez oka
Spotkałam ją na jawie parę lat temu, kiedy przez chwilę mieszkałam w Meksyku. Sprzedawała różne rzeczy na targu w San Cristobal. Zazwyczaj kupowałam od niej kawę, zawsze tyle, ile mi spakowała, bo nie potrafiłam jej odmówić. Nie miała prawego oka, a w snach czasem nie ma lewego lub obydwu, ale oczywiście wiem, że to ona. Raz kupiłam od niej szal, który chciałam przywieźć w prezencie mamie, niestety postanowiłam najpierw sama go nosić. Po raz pierwszy zostawiłam szal w
miejscu, z którego zabrałam książkę o świadomym śnieniu. Miał być dla mamy, a ja nie miałam już zbyt wiele pieniędzy na prezenty, w zasadzie to w ogóle ich nie miałam. Dostawałam przecenione obite awokado na targu, wymieniałam rysunki za banany i ziarna kakao. Więc wtedy wróciłam po zielonawy szal do miejsca, z którego bez pytania zabrałam coś, co nie należało do mnie. Starszy mężczyzna, prawdopodobnie właściciel, wskazał mi fotel, na którym był zawieszony mój szal. Z powodu książki mocno biło mi serce, a on patrzył tak, jakby dobrze wiedział, że ją zabrałam. Patrzył, jakby mi na to pozwalał.
Pamiętam, kobieta bez oka leży w łóżku, w jej oczodołach jest morze, potrafię zobaczyć wysokie, dzikie fale, stoję na brzegu powiek i czekam na sztorm.

 

3.łuski
Nie mam pewności, że śnił mi się tylko raz, bo nie pamiętam wszystkich swoich snów. Mam jednak pewność, że spotkałam go również na jawie. Często gdy odkręcam kran przychodzą do mnie obrazy z tego jawnego spotkania, potrafię niestety złapać tylko jego kolory, reszta szybko ucieka, jakby przestraszona.
Znajdowałam się na łódce, pomiędzy setkami pływających wysp, wyglądały jak kawałki dryfującego na morzu lodu. Patrzyliśmy na nie z zachwytem i robiliśmy zdjęcia jedynie mrugając oczami. Postanowiłam zatrzymać się na jednej z nich, musiałam szybko i zwinnie wyskoczyć z łódki i przeskoczyć na zielony kawałek ziemi. Następnie pamiętam mały drewniany dom, idę po krętych schodach na spotkanie z mężczyzną, jak się potem okazało całym w łuskach. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy, jestem w stanie odtworzyć jedynie głośny szum morza. Pamiętam, że siedział wpatrzony w okno, pamiętam łuski pod jego oczami, na klatce piersiowej, na plecach, nogach i stopach, czole, policzkach i uszach. Wydawał się ogromny. Fale coraz mocniej uderzały o wyspę i położony na niej mały drewniany dom, aż w końcu woda go zabrała. Kobieta bez oka przyszła po niego, przyszła po mężczyznę całego w łuskach.
Wołałam niemo, że też chcę być porwana przez wodę, nie słuchała, łowiła tylko ludzi ryby, zdolnych do szybkich wynurzeń.

śniegocka -komsta aleksandra hołody miłosz

Ilustracja: Aleksandra Komsta i Miłosz Hołody

Aleksandra Komsta: urodziła się w 1994 roku. Pochodzi z Lubelszczyzny. Wychowała się w okolicach uzdrowiska Nałęczów. Tworząc szuka na wielu polach. Malarstwo i obiekt są jej bliskie, ale najlepiej opowiada rysując. Interesują ją sprawy na granicy przeoczenia, losy ludzi i przedmiotów. Studiuje malarstwo na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, ma też za sobą doświadczenia związane z kognitywistyką i filologią angielską na Uniwersytecie Warszawskim. Działa w autorskim projekcie muzycznym, gdzie pisze teksty i komponuje. Chętnie sięga po wiersze afroamerykańskich poetek, literaturę japońską i amerykańską.

Miłosz Hołody: (urodzony w roku 1990) absolwent filozofii na Uniwersytecie Rzeszowskim (2017), obecnie doktorant. Przygotowuje rozprawę doktorską poświęconą poezji wizualnej w przestrzeni. Interesuje go współczesna kultura wizualna, eksperymentalne formy literackie oraz badania nad praktykami codzienności. W swojej twórczości porusza się płynnie między sztukami plastycznymi i literaturą. Zrealizował trzy wystawy indywidualne: „Cukierki ze słów” (RIK, 2017), „Angielski Spacer” (WiMBP w Rzeszowie, 2018), „Pij swój uśmiech” (KPP, 2019) oraz brał udział w trzech wystawach zbiorowych. Publikował w papierowym i internetowych pismach literackich: „Cegła”, „Helikopter”, „Inter-” i „Stoner Polski”. Był uczestnikiem Pracowni Otwartej Biura Literackiego (2018). https://www.facebook.com/miloszjestpiekny/ https://www.instagram.com/miloszjestpiekny/