jarocka - nikodem lazurek

Ewa Jarocka – pięć wierszy

 

roszczenie

powiedziałam adze, że świat mi się rozpadł,
drażnią mnie nawet liście, którymi ciska wiatr.
drażni mnie szum czajnika, a słońce razi
w oczy, chętnie schowałabym się do nory,
by tam z małymi liskami wkraczać w cichociemne życie.
by nocą jeść jagody, bawić się ogonami sióstr i braci,
by wytyczać pośród paproci ścieżki na drugą stronę lasu.

po drugiej stronie lasu jest świat, który się nie rozpada.
ale nawet małe lisy muszą stamtąd wrócić. i wracają
do matki, do ciemnej nory, gdzie słońce nie dokucza,
gdzie jednak jest opowiedziany przeze mnie adze świat.

 

rządzi mną piękno i ból

popłakałam się przez pasożyta.
oparłam się na jednym łokciu
i wyobrażałam sobie, że mój drugi łokieć
zjadł rak. pokruszył mnie na części i nie
byłam w stanie żyć bez niego,
nie umiałam żyć z nim. wszystko
mi się poplątało: życie z pasożytem
i życie bez miłości. przecież najbardziej
złośliwy nowotwór jest miłością.
i ciało jest mądre, odpowiada na pytania
o sens wojen, gwałtów, poronień, samobójstw.

a wystarczyłoby, aby z nosa wyrosły mi trawy
z pokrzywami. próbowałabym je powstrzymać,
lecz nawet fryzjer nie poradziłby sobie
z ich potęgą. one zarosłyby mi twarz.

 

randka

palec mi usechł. zrobił się żółty,
a potem znikł. kochałabym go
do końca życia, ale wybrał śmierć.
nie miał litości i odszedł, jakbym chciała,
by był moim kochankiem. chciałam mieć
z nim romans, ale całe życie mnie
odrzucał. mówił: dość. jakbym zalecała się
do niego, miała potrzebę posiadania palca.

pewnego dnia znajdę go po drugiej stronie lasu
i wtedy będziemy się kochać. długo
i namiętnie, jakby po drugiej stronie brzeziny
istniała wieczność. mam jej doświadczenie
już teraz, ale wtedy poznam ją
jak siebie i swój kciuk, jak oba kciuki,
a najlepiej dziesięć. wyrosną mi z dłoni
zamiast ostów i kolców i nigdy nie uschną.

 

stoję na szczycie piramidy

stoję na szczycie
piramidy w egipcie,
a piramidy nie ma – wrzeszczy tete
do słuchawki telefonu,
telefon zamienia
się w kamienny blok,
sfinksa i egipt oraz lot
samolotem z powrotem
do polski, bo przecież nie
w dół piramidy, której nie ma.

hoduję w ziemi róże,
bo w wodzie by zgniły
i myślę o piramidzie tete,
czy kiedyś była. może
przez chwilę była, skoro
ona na nią weszła i nie
zlazła z niej, tylko spadła,
bo musiała spaść.

a potem się boję,
że nic nie ma,
zmyśliłam sobie koleżankę
w egipcie, dom i róże,
może nawet polskę.

nie wiem, czy można bardziej
cierpieć, czy tete zapomni
kiedyś o świecie, a ja odnajdę
w nim te jej piramidy –

 

reumatyzm

znalazłam czerwony liść
i kopnęłam go, a on zamienił się
w jaszczurkę wygrzewającą się
na słońcu. i zobaczyłam całe zbocze
góry jaszczurek.

nie wiedziałam, co dalej
będzie, jakby to zbocze było tunelem
obserwowanym przez umierającego
człowieka.

chodziłam do hospicjum,
by odwiedzać babcię
i opowiadałam jej, że zbliża się
jesień. ale to nie zbliżała się jesień,
tylko tunel. babcia unosiła się wtedy
na łokciach i zamiast tunelu widziała
zbocze góry. chciała żyć,
nawet gdy nie mogła

oddychać i przybiegła do niej jaszczurka
albo pająk, na pewno coś żywego. to
się poruszało i babcia widziała to
na końcu tunelu. nie wymyśliła sobie
tego, bo jej fantazja umarła wiele lat
przed nią. został tylko ten tunel
i zielone oczy wpatrzone
w jej wyblakłe oczy.

teraz noszę liść kasztanowca
przy sobie, robię z niego okłady
na reumatyzm, głaszczę go jak kota.
przypomina mi babcię,
która kochała jaszczurki i pająki i też ją
połamało. w osiemdziesiątym z jej ręki
wyrosła jaszczurka, a rok później krokodyl.

 

Ilustracja: Nikodem Lazurek

Urodzony w 1999 r. Niepomielone mięso odpowiedzialne za prezentowanie kolażu cyfrowego w internecie. Wyhodowany i osiadły w Kujawsko-pomorskiem. Oczekuje poklasku i klepania po plecach. Głównie konsumuje. Publikował w „Stonerze Polskim”, „Stronie Czynnej”, „Małym Formacie” oraz „Rzyradorze”.