IMG_5215prim

Ina Berg – Brutus

 

Dom cioci jest bardzo duży i cichy. Kiedy tam jestem, czuję się jakby nikogo innego nie było na świecie i jest mi trochę smutno, zwłaszcza wieczorami. Kiedy gaszę światło, ciocia przychodzi i mówi „dobranoc Marysiu”, ale to nie pomaga.
Codziennie rano schodzę do kuchni na śniadanie i jem kanapkę, na zmianę albo z musztardą, albo z serem i z keczupem. Takie lubię najbardziej, chociaż ciocia i mama mówią, że nie można jeść tylko kanapek z musztardą i z serem, i z keczupem.
Nie rozumiem, dlaczego, skoro to takie pyszne.
Po śniadaniu idę sprawdzić, co robi Brutus. Lubię, jak muska moje kolana mokrym nosem przez dziury w siatce. Drapię go za uchem, a on patrzy na mnie i się uśmiecha. Wujek zamyka Brutusa w kojcu i wypuszcza tylko wieczorami. Gdyby to ode mnie zależało, to wujek siedziałby w kojcu, a Brutus biegał po ogrodzie.
Lubię być u cioci, chociaż nie mam tu żadnych koleżanek i trochę mi się nudzi. Ciocia mówi, że tylko głupi ludzie się nudzą, więc nikomu się do tego nie przyznaję.
Często chodzę na pole kukurydzy mimo tego, że boję się dzików. Wiem, że tam są, chociaż nigdy ich nie spotkałam. Z kukurydzy można zrobić lalkę ze śmiesznymi włosami, ale jak włoży się taką lalkę do szafki i o niej zapomni, to potem bardzo śmierdzi.
Czasami bawię się w radio. Moja stacja jest na jabłonce w ogrodzie. Nie dałabym rady na nią wejść, gdyby nie sterta pustaków, która jest usypana tuż pod nią. To pustaki na nowy garaż, które wujek położył tutaj, kiedy Brutus był jeszcze szczeniakiem. Siadam na gałęzi i biorę mikrofon. Nadaję do całej wsi: dzisiaj Brutus szczekał rano na listonosza, aż listonoszowi spadła czapka. W polu kukurydzy widziano lochę z dwoma małymi. Uprasza się serdecznie mieszkańców o to, żeby uważali, bo mama dziczków może się zdenerwować, jak podejdzie się zbyt blisko. Dziczki nazywają się Chip i Dale.
Na drzewie odwiedzają mnie Michał i Misia-Kasia, moje przybrane rodzeństwo. Mieszkają w piwniczce u mojej drugiej cioci i czasem do mnie przylatują na swoim dywanie. Michał wygląda trochę jak Jezus, a trochę jak chłopiec z serialu Nieustraszeni. Jest bardzo ładny i jestem w nim zakochana. Misia-Kasia jest wesoła i ma słodkie jasne loczki. Jest młodsza, więc musimy z Michałem na nią uważać.
Najbardziej jednak lubię chodzić w pole i zbierać makówki. Maki są bardzo delikatne, ich płatki są jak skrzydełka ważek. Dlatego ich nie zrywam, tylko kładę się w zbożu i patrzę, jak kołyszą się na wietrze. Maki rosną tylko w sierpniu, tak jak chabry. Pod koniec lata zbieram wysuszone makówki i wysypuję z nich mak do pudełek po zapałkach. Rozgniatam potem mak w moździerzu po babci i robię eksperymenty.
Maki i chabry rosną na polach zboża. Zboże ma złoty kolor i czasem wyobrażam sobie, że to prawdziwe złoto. Czyli takie, za które można kupić pieniądze. Wiem o tym tylko ja, zbieram złote kłosy i usypuję z nich wielki kopiec w ogródku za garażem. Potem siedzimy na nim, Brutus i ja, a wujek z ciocią siedzą w kojcu i piją mleko z miseczek. Wieczorami wypuszczamy ich z Brutusem do ogrodu. Przychodzą do mnie pod kopiec ludzie z telewizji i pytają, co zrobię ze swoim złotem. Mówię im, że to tajemnica i ogólnie nie ich interes. A potem zapraszam do ogrodu panią spod dworca i bezdomnych z tego smutnego filmu, który widziałam na Jedynce. W ogrodzie jest tłoczno, bo przyprowadzili wielu swoich znajomych, a ci znajomi swoich znajomych.
Mówię im: „Dostaniecie po złotym kłosie, jeśli każdy z was zasadzi jedno drzewo”. Każdemu daję po złotym kłosie i po sadzonce drzewa. Sobie i Brutusowi też zostawiam po jednym. Dzięki temu wszyscy jesteśmy tak samo bogaci. Pomagam Brutusowi z jego sadzonką, a potem kupujemy sobie czerwonego jaguara i jedziemy do Nowego Jorku odwiedzić Claudię Schiffer. Wykuwają moją twarz i twarz Brutusa na banknocie stuzłotowym, chociaż mówimy im, że nie trzeba.
Dom cioci jest bardzo duży i cichy. Wieczorami jest mi trochę smutno i nie mogę zasnąć. Ciocia mówi, żebym liczyła barany, ale mnie wydaje się to straszną stratą czasu. Zamiast tego planuję następną audycję albo rozmyślam o tym, co robią Michał i Misia-Kasia.
Jutro będzie pełne przygód.

 

Ilustracja: Emilia Ptak-Gwiazda

Przerwała studia, aby podróżować. Była do tej pory w wielu krajach, i z każdego przywiozła piórko znalezione w lesie lub na ulicy. Lubi podróżować dorożką, ale nie robi tego, bo nie chce, by cierpiały konie.