lech joanna aleksandra komsta

Joanna Lech – cztery wiersze

 

Zżymać czy zbesztać

British India, I Can Make You Love Me

Miejsca, w których jest moja głowa: stół, wanna, zimna szyba.
Wnętrze wyłączonego piekarnika. Ręce, w których zamykam
moją biedną głowę, co się traci i kipi, żeby się nie obiła.
Uderzam głową w ścianę i mówię twoje imię 3456 razy.
Uderzam nią o podłogę, gdy kładę się, żeby nie zasnąć.
Od wczoraj padało cztery razy drobną, majową mżawką
i nigdy już chyba nie zasnę.
Tyle razy pisałam do ciebie, że już nie wiem, jak pisać. 26:
od tylu dni uderzam czołem, że nie mam już czoła. Mierzę w lustro
z plastikowego pistoletu, w którym jest wódka. Bulgoczę pod wodą,
żeby nie krzyczeć. Przyjdź i pociągnij za cyngiel. Trzymam głowę
za parapetem, żebyś wiedział, gdzie jestem. Wyrzucam na raz
po jednej zapałce. Przestawiam zegar.
Ból chrzęści w zębach jak tytoń. Poranek jest szklisty.
Napiszę raz jeszcze. Przyjdź i mnie podpal, czekam.


Sample

Keaton Henson, The Pugilist

Nieśmiałe są sowy. Owady w zaroślach.
Rosa na dłoniach, błoto na stopach. Szadź.
Żarłoczne żaby, zaraz po zmroku.
O świcie esemes z obcego numeru:
znów śniłem o tobie i muszę się martwić,
czemu mi to robisz?
Mgła mleczna jak psalm i puch znad wrzosowisk.
Śnieje się światło. Nie śni się nic.
Tajenie w lesie. Dygotanie w słońcu.

 

 

Zgroza dla wytrwałych

Lord Huron, The Night We Met

Jak odkleić słowa od dymnego szumu, co wypełnia czaszkę
i język od szarej, słonej waty, co skleiła wargi?
Jak powiedzieć ciału, żeby zapomniało; ciało, wstań
spod ściany i wyjdź,
a co, jeśli ciało chce marznąć, ślepnąć i marzy o spadaniu?
Gdy ciało chce zebrać cały swój smutek w kieszenie
garściami jak popiół, wyjść na ulicę, wyciągnąć ręce pod prąd
i patrzeć, jak to się powiększa, puchnie, wypełnia przestrzeń
i tłucze się z brzękiem
o świcie, między palcami, jak białe, słone, iskrzące światło?

 

Zanim do mnie wrócisz

The horrible crowes, Last Rites

Jeszcze przez chwilę przypominam sobie, jak mówiłeś
o kradzieżach gniazd pustułek, zdziwiony pod słońce,
z piaskiem na zębach, pochmurny i po kolana w jeziorze.
Zatoczyłeś łuk ręką. Jak teraz wyjedziesz, wszystko się skończy.
I jeszcze przez chwilę wyobrażam sobie, jak miotasz się po pokoju.
Czego słuchasz? Co pijesz od tylu godzin? Zasypiasz nocami?
Czy tym samym gestem co wtedy poprawiasz włosy? Modlisz się,
tupiesz, martwisz? Wypatrujesz mnie z okien? Wypierasz z pościeli?
Czym teraz pachniesz? Jak mnie przeklinasz?

 

Ilustracja: Aleksandra Komsta

Aleksandra Komsta urodziła się w 1994 roku. Pochodzi z Lubelszczyzny. Wychowała się w okolicach uzdrowiska Nałęczów. Tworząc szuka na wielu polach. Malarstwo i obiekt są jej bliskie, ale najlepiej opowiada rysując. Interesują ją sprawy na granicy przeoczenia, losy ludzi i przedmiotów. Studiuje malarstwo na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, ma też za sobą doświadczenia związane z kognitywistyką i filologią angielską na Uniwersytecie Warszawskim. Działa w autorskim projekcie muzycznym, gdzie pisze teksty i komponuje. Chętnie sięga po wiersze afroamerykańskich poetek, literaturę japońską i amerykańską.