szot - justyna michalaczak

Klaudia Szott – Puka Puczyński

Od autorki: Do tekstu dodaję nagranie Puki Puczyńskiego sprzed 17 lat. Na pierwszą komunię św. kupiłam sobie kamerkę, którą mogłam nagrywać 40 sekund materiału, jakość jest fatalna, ale to jakoś mi gra foremnie. 

 

Pamięci Dżekiego, który okazał się Puką Puczyńskim

Mistrzu żebrania, przez ciebie stałam się dwoma. Już na zawsze ja-człowiek, a obok ja-pies. Powiedzieć, że nauczyłeś mnie chodzić na spacery i spać na kanapie, bo ty leżysz w łóżku i warczysz, to rzec banał. Psie ze schroniska, o wielkich, brązowych oczach i posturze foki. Tak, ty, mówię do ciebie w myślach i wiem, że tam jesteś. Otoczę cię słowem, dobrze? Wiem, że nie do końca lubisz słowa, ale dziś chcę opowiedzieć o tobie nie psom, a ludziom. Psom opowiadam robiąc masażyki, ugniatając części psich ciał, w dotyku przypominających kurczaki. Tam, gdzie nogi łączą się z korpusem, a także przyczepy dookoła ogona. Punkt przodków. Umęczony. Pamiętasz, jak wyskoczyłeś z łódki podczas naszej wycieczki po stawie, podczas której odgrywaliśmy scenę łowienia ryb bez łowienia ryb? Usłyszałeś Mamę Żenię wyjmującą z szuflady sztućce i wyskoczyłeś. Pokazałeś mi, jak to jest przekroczyć wodę, by ruszyć za łaskotaniem pragnienia. Psie z padaczką będącą dla wszystkich nieoczekiwaniem, ty nieskrępowany kupkojadzie. Ty, który nauczyłeś mnie mówić i słuchać.

Obserwowanie twojego kontemplowania rzeczywistości: czujności emocjonalnej, spontanicznej ekscytacji, niewinności – nawet wtedy, gdy w zębach przyniosłeś wielką kość niewiadomego pochodzenia, co najlepsze, kość otoczoną gdzieniegdzie resztkami mięsa – powiedziało mi o ludziach wiele. O naszej obrzydliwości. Zobaczyłam jaką fatamorganą mogę cię otoczyć. Czymś, tfu, tfu, człowieczym. Nałożyć coś na ciebie, moc niepotrzebnego wyrazu i krzywdzić, podczas gdy ty od słów wolisz dźwięki. Zwłaszcza te wysokie, przekraczające możliwość rzeczywistości. Lubiłeś, kiedy byłam tęskniącą za oceanem syreną, taką płaczącą za oddychaniem pod wodą. Wtedy przekręcałeś głowę i przynosiłeś swoją piszczącą zabawkę. Swoją innością rzuciłeś magiczne zaklęcie. Któregoś dnia wyszliśmy z domu, a ja usłyszałam cudze myśli.

Człowiek wciąż przywołujący swój młody wizerunek do porządku.
Szczotka. Kurwa. SZCZOTKA. DAWAJ!!! NO DAWAJ, PSIE. No, jak ty się możesz tak lenić? Szczotka, pilnuj nogi!!! Rozumiesz, PILNUJ NOGI. Nie odchodź! Przecież mówiłem wyraźnie: NIE ODCHODŹ.

Człowiek chroniący się przed skonsumowaniem kolejnego czipsa.
Zostaw. (Pauza). Zostaw. (To wypowiedziane bardzo szybko, jakby przez zęby). Z O O O S T A W… Halo… HALO. ZASZKODZI CI. (Wysapane). ROZUMIESZ…? Nie rusz. (Znowu szybkie). Zoooo-staaaw. MÓWIĘ CI. ZOSTAW. (Ponowne przyspieszenie).

Człowiek w kontakcie z przepływem.
Jak dobrze, że jest. (Do człowieka przyłapanego spojrzeniem). Jak dobrze, że jesteś. (Czule do psa, ale wiadomo, że głównie do siebie).

Człowiek w kontakcie z mitem. Człowiek gotowy na zmiany. Człowiek lubiący czytać biografie z wątkiem radykalnej zmiany życia.
Wzięliśmy ją ze schroniska. Jej byłe imię to Holy, a teraz jest Molly.

Człowiek zrezygnowany.
No nie… No, znowu? No, naprawdę? Nie, no… Naprawdę? Chodź tu, no… Proszę cię…

Człowiek zadowolony ze swojej pozycji społecznej.
Nasza sunia jest najmądrzejsza na świecie.

Człowiek ze zduszoną chęcią ekscesu.
Znowu tam lezie, nie można go upilnować. (Cmok). Hejże, panie! No nie lećże tam… Tu nie jest ci dobrze?

Człowiek znający swoje potrzeby.
Proszę pogłaskać, ona tu na karku lubi najbardziej. I pod bródką też. O, tak, dokładnie. OOOOO. O-o-o-o-o-o… Ooooo… Jak psiakowi dobrze. O, jak dobrze. Dobrze…

Człowiek pewny siebie i swoich granic.
Emil, do nogi. (Wypowiedziane spokojnie. Pies posłusznie wraca i kłusuje wzdłuż człowieczych kończyn. Zdobywa się co najwyżej, aby skierować w naszym kierunku głowę, którą szybko zwraca z powrotem do centrum. Twarze wystawione dumnie na widok horyzontu. Bez lęku o przyszłość. Bez długu przeszłości).

Kiedy wróciliśmy do domu, zdjąłeś szatę czarownika i położyłeś się w czymś, co potocznie zwane jest kojcem. Kojec, kociec, kot. Faktycznie to miejsce należało się wspólnym chwilom pomiędzy Filemonem a tobą. Kout, kotuch, cot. Buda, kurnik, chlew. Miałeś poczucie humoru, robiąc z miejsca obdarzonego takim słowem centrum terapeutyczne. Filemon bardzo tęsknił za pierwotną rodziną, więc użyczyłeś mu swojego mikroskopijnego sutka. Pamiętam nasze brudne, ludzkie zdziwienie, kiedy widzieliśmy was po raz pierwszy. I nagle zrozumiałam, że każdy, każda i każde może stać się matką.

Dziękuję za bycie twoim człowiekiem. Za mądrość, z jaką odsłoniłeś przed nami swe imię własne.

Dziękuję, bo twoja obecność pozwoliła mi wyjść.

 

Ilustracja: June Michalczasso

June Michalczasso, absolwentka Architektury Wnętrz krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych i absolwentka Katedry Mody na warszawskiej ASP. Projektuje ubrania, ale najbardziej uwielbia projektować tkaniny. Maluje dziwne obrazy, których nie lubi, i bazgrze rysunki, które kocha.