Konrad Góra – O

Kobieta

Mężczyzna

Łóżko, stół: laptop, powerbank, butelka z niewielką ilością przeźroczystego płynu; okno z przesuwaną zasłoną; stolik przy łóżku: gwizdek na smyczce; dwie rozrzucone kupki ubrań na podłodze. Kilka opartych o przeciwległą dla okna ścianę stylisk do transparentów, na nich czyste, niezamalowane kartony.

Kobieta w łóżku, mężczyzna podchodzi do okna, nago, przesuwa zasłonę, do pomieszczenia wpada światło, ujawniając typowy barłóg, na poły skłoterski, na poły typowy dla pracowni malarskich.

Mężczyzna

Słońce.

Kobieta

Zasłoń.

M

Co?

K

Okno.

(pauza).

Dwór.

Ubierz się.

M

(z dziwnym zmęczeniem w głosie).

To wstań.

K

Nie.

M

(z irytacją, wypuszczając powietrze, zakłada majtki, spodnie i koszulkę).

K

Na księdza.

M

Co?

K

Na lewą stronę.

M

Kurwa mać.

(ściąga koszulkę, zakłada z powrotem).

K

I tył do przodu.

M

Ja pierdolę.

(ponawia, mnie koszulkę w rękach, żeby ustalić, gdzie jest metka).

Julka, wstań.

K

Prosiłam, żebyś…

M

Dobrze. Julia.

K

(wciąż w łóżku).

Dobrze, że nie mamy dziecka.

M

No.

K

Śniła mi się ta dziewczynka z Kłodzka.

(wstaje do pozycji siedzącej, nago, odkrywa kołdrę).

Że jeździliśmy na karuzeli.

Pewnie trumienka to pierwsza bomboniera, jaką w życiu dostała.

M

(siada na krześle przy dosuniętym do ściany stole, na którym leży zamkniętą laptop i powerbank, z kolei stoi butelka z mikroskopijną ilością wódki na dnie; obok paczka pieprzu mielonego).

K

Która jest?

M

(uruchamia laptopa, dźwięki typowe dla tego procesu).

Wpół do drugiej.

K

Nie idź ze mną. Ciebie zwiną.

M

O której macie… O której się zaczyna?

K

O trzeciej.

M

Przyjdę prosto pod komendę. Na piątą.

K

(ubiera się w spodnie, koszulkę, bluzę z kapturem. Podchodzi do szeregu opartych o ścianę transparentów bez napisów).

Dobrze. Wziąć jeden za ciebie?

M

Wziąć.

K

Który?

M

Nie jesteśmy własnością swojego społeczeństwa.

K

Za duży.

M

Jezus był dzieckiem z pedofilskiego gwałtu.

K

Przecież on jest większy.

M

Nie, bo jest w trzech wierszach.

K

(parska śmiechem).

Co będziesz robił?

M

(manipuluje przy laptopie).

Pisał.

K

O czym?

M

(tonem wprowadzenia w błąd).

Nie wiem.

K

Pisz o zwierzętach. Tylko tak umiesz.

M

Wiem.

K

(wychodzi z dwoma pustymi transparentami; wraca, odstawia transparenty pod ścianę, zabiera ze stolika przy łóżku gwizdek. Wychodzi znów z dwoma transparentami, ale innymi, niż odstawione).

M

(mnie w palcach paczkę pieprzu, formuje z niej dzióbek, zdejmuje kapsel z butelki, wsypuje do niej całą zawartość paczki, płyn robi się praktycznie czarny, zamyka butelkę kapslem, wstrząsa nią, odczekuje na ustanie się płynu, wstaje, wypija jednym haustem, podchodzi do okna, zaciąga z powrotem zasłony, do pokoju wraca półmrok).

(do siebie).

Światło.

(pauza).

Słońce.

(szum pisania na klawiaturze, z przerwami)

Prezentowana próba tekstu została zamówiona przez jedno z polskich pism zajmujących się teatrem, i odrzucona przezeń ze względu na uznanie jej treści za przekraczającą warunki brzegowe dla zast. § 196 KK.

 

Ilustracja: Aleksandra Komsta

Urodziła się w 1994 roku. Pochodzi z Lubelszczyzny. Wychowała się w okolicach uzdrowiska Nałęczów. Tworząc szuka na wielu polach. Malarstwo i obiekt są jej bliskie, ale najlepiej opowiada rysując. Interesują ją sprawy na granicy przeoczenia, losy ludzi i przedmiotów. Studiuje malarstwo na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, ma też za sobą doświadczenia związane z kognitywistyką i filologią angielską na Uniwersytecie Warszawskim. Działa w autorskim projekcie muzycznym, gdzie pisze teksty i komponuje. Chętnie sięga po wiersze afroamerykańskich poetek, literaturę japońską i amerykańską.