Mira Król – pięć wierszy

 

.postpunk.

mój brzuch to gliniany dzban postpunk wytłaczany szlakami pęknięć szram promieniujących do wewnątrz pod przepaloną ogniem skórą zapadają się od nich dwunastopiętrowe wieżowce w miami

opasłe muchy składają jaja ale nikt o tym nie uczy w szkole tylko bóg honor ojczyzna wściekłe oko obraca się niespokojnie druty naprężają błystki świszczą nacinając wyprasowaną taflę

szarej substancji trzaski wyzierają z głośników ostre szpilki wycelowane w nasze krnąbrne błyski podrzyj! wyrzuć! zacznij jeszcze raz! gołym okiem tego nie zobaczysz nie naniżesz

splątanych nici i nie przelejesz z pokruszonej misy mojego ciała złota ani ropy tylko popiół będzie się wgryzać głęboko
w pory skóry drzazgi pod paznokciami i jesteśmy jednym idziesz

przeze mnie jak przez rzekę na drugi brzeg tańczący derwisz
a moje blizny wrastają w korę drzew martwe płody jak poroża odstępują od ciała szeptem mówisz ten cmentarz jest pełen

życia słyszę ciebie jaźń w jaźni wibrujące rozumne świetliki przyłóż rękę drgają zmieszane oddechy ziemi próchniejących korzeni kości i krwi nie byłam na to przygotowana

 

.spread.


rozprzestrzeniaj mnie zarazę jak w kawie kofeinę póki czas
do obiegu krwi wstrzykuj sny demiurgiczne a psychosomatycznie

objawię się rażeniem prądem w nagie końcówki odsłoniętych
nerwów a każda ma tysiące głów i prosi mów do mnie mów

szeptane remedium słowa różowe pastylki na roztrzaskane kości
na owrzodzone myśli nieprzebadane frazy na egzotykę

odrazy stop! pobierają wymazy naelektryzowane biesy tańczące
smoki zalane w pestkę mieszają kroki rytm rwą jak zapomniane

zaklęcia juwenilne mary migotliwe mozaiki dzikie floresy
sztuczki i triki na co to wszystko! stuk! puk! a tam śmierć

mainstreamerka po prostu śmierć nosi wysokie obcasy tik! tak!
figlarna jak nieregularne wybrzuszenie po zewnętrznej stronie

pępka pozostawiona błystka przynęta zaprogramowana usterka
ciasteczko z wróżbą bullet with name w chowanego graj w berka

 

.guilty pleasure.


uwaga! uwaga! obwieszcza się: otwarto wątek niech pochwy
łona będą streamingi swobodnie przechwytywane dźwięki dzięki

czułe niech będą dzięki instrumentom narzę dziom i łączom
wdmuchującym wzdłuż aksonu telegramy głośne jak klaksony

rozjebane wskazówki zegara wkręcają się w szprychy i tracimy
na prędkości by przeobrażać się w bliskości z przypadku

pasmo po paśmie pigment po pigmencie na lastrykowym pawimencie
dostęp jak zaklęcie masz jedną nieprzeczytaną wiadomość

przejdź do treści zanurz się w toni wszystko masz podane
jak lekkostrawne danie resztki na dłoni made in stomach

przepuszczone przez sita zębów bulimiczny rejwach wycisz
wytłum dla podniesienia komfortu transmisji danych i niech

zapłoną ekrany ja jestem dziś fluorescencyjna wyniuchaj mnie
poznasz mnie po tym jak świecę a świecę jak neon (brak tematu)

euforia jak haj od pierwszego refleksu na całym ciele nie
potknij się i nie draśnij ciętej na wymiar pleksi tu rozsiane

mam blizny zgrubienia jak przerzuty złośliwego nowotworu gołym
okiem nie wyhaczysz połóż mnie na szkiełku i prześwietlaj

zdobienia szpetne kawałki testuj zetrzyj kurz wyłap błędy
program naprawczy wdróż igraj! i graj we mnie! ustanawiaj

rekordy zdobywaj poziomy połączenia zostały przerwane
no signal

 

 

.odwróceni kochankowie/Surya Namaskar.

moja choroba nosi twój dziurawy t shirt a w okolicy serca
wyhaftowała słońce i promienie jak połyskujące węże

wijące się niespokojnie w niezmiennej gotowości do ataku
a każdy wąż ma twoją twarz i rzuca twoje gniewne spojrzenia

jak palące języki boleśnie łaskoczące w dole brzucha to moja
choroba każe wykrzywiać się do lustra na twoje podobieństwo

a każdy mój ruch rejestruje wysokiej czułości zgłębnikami
kołującymi nad głową jak niewidzialne drony sondy odkrywające

mnie karta po karcie odporne na blef i karzące jak surowy ale
sprawiedliwy ojciec i jak tępą agrafką nacina mnie milimetr

po milimetrze byś wsunął się pod skórę mam 108 świętych
punktów w ciele jak 108 powtórzeń tak się ciebie praktykuje

asana za asaną tresuję nasz mięsień utrwalam zrosty jak
rozhuśtane mosty no dalej ja ci pozwalam ssij mnie zasysaj a położę się

rosą na twoim czole na twoich wargach byś cały splótł się ze
mną w gruby warkocz niech twoja sierść pachnąca błotem i gliną

wrośnie w moją tkankę wtopi się głęboko bym nigdy nie znalazła
drogi powrotnej do siebie i nie wiem już gdzie się kończysz

a gdzie ja zaczynam i czy to niedorzeczne że jesteś taki żywy
a zostawiasz po sobie martwe miejsca i rozgrabione imperium

 

.kiedy pierwszy raz całowała kobietę w usta.

z precyzją skalpela przytrzasnęli jej lepkie palce w drzwiach
i przez szpary wypełzły jak wije węże gardłowe głosy
tu komitet centralny mamy kamienne tablice: it’s a sin!

a kto jest bez grzechu? tłukły się w niej jak porcelanowe
matrioszki cichutko w swoich pękatych brzuszkach jedna w
drugiej tu pod tkanką zawsze są jacyś oni i ich ewangelie jak

kierunkowskazy prowadzą na tory mosty śliskie dachy z których
niewidzialne windy przeciekają w dół do piekieł i chciałaby
siłą wyobraźni zmienić przeszłość jak karambol gdzie pastelowe

cukierki i ostre przedmioty łyka się garściami wstrzykuje się
w zgięcia między palcami gdzie różowe kabriolety znikają przed
trzecią nad ranem na autostradach rozpraszających się nagle w tęczy

a highway to hell/ a stairway to heaven dzieją się tu gówniane
rzeczy gramy w ciuciubabkę i krzyczy ktoś za nas łap! i tylko
zrób to co powiedzą a po drugie będziesz miłował swego

bliźniego dotknij i possij tam i tu ponoć sterczały gwoździe
a wszystkie święte koty chłepcą puste leje kolor po kolorze
szarpią serca i matka nie jest już matką a ojciec uczciwie

ostrzegał że jeśli tylko okaże się że ona jest wiesz trybadą
to jak bad trip jakby wstrzyknęła powietrze do obiegu jego
krwi słowo na l dobrze się ogląda w serwisach streamingowych

na redtube kręci mnie kiedy suki się liżą powiedziałeś
i odpaliłeś lont stanął w ogniu nasz wielki dom kiedy pierwszy
raz pocałowała kobietę w usta kiedy pierwszy raz pocałowała

w usta

 

Ilustracja: Marta Bystroń

Marta Bystroń tworzy obrazy, ilustracje do książek i publikacji niezależnych, a także projekty graficzne. Od 2015 roku publikuje regularnie humorystyczne ilustracje na fan page’u Obrazek na dziś.(www.facebook.com/MartaBystronObrazki).Autorka zinów: Różowa sukienka, Okno Putina, Visions, Niewidzialne Przeszkody, Robale (#1, #2, #3) oraz redaktorka 1zine (antologia z gościnnym udziałem różnych twórców).

Portfolio: martabystron.pl